Trzeci weekend kwietnia pokazał, jak wielką siłę przyciągania mają Tatry, gdy tylko pogoda dopisze. Największe tłumy, jak co roku, pojawiły się w Dolinie Chochołowskiej. Powód? To właśnie w tym miejscu zakwitło mnóstwo krokusów.
Tłumy turystów w Tatrach. Wszystko przez krokusy
Jeszcze niedawno wydawało się, że sezon na nie zakończy się szybciej niż zwykle. Powrót niskich temperatur sprawił, że nawet w tatrzańskich dolinach pojawiło się mnóstwo śniegu a krajobraz bardziej przypominał środek zimy niż wiosnę.
W miniony weekend na trasie od Siwej Polany do schroniska było wyjątkowo tłoczno. To łatwy i popularny szlak, więc szybko zapełnił się spacerowiczami. Dla bardziej zaawansowanych miłośników górskich wędrówek Dolina Chochołowska może być punktem wyjścia na Grzesia, Rakoń, Wołowiec czy inne szczyty Tatr Zachodnich, takie jak Trzydniowiański lub Kończysty Wierch.
Zdjęcia, które trafiły do sieci, wywołały gorącą dyskusję. „A już za dwa tygodnie majówka w Tatrach, pomyślały trzy miliony Polaków”; „wiosenny redyk”; „można poobcować z naturą, ale chyba ludzką”; „zadepczą wszystko, nadzieja w zwierzętach, że trochę przegonią tych turystów” – pisali internauci.
Turyści oszaleli na punkcie krokusów. Jest jeden haczyk
Niestety, wraz z rosnącą popularnością pojawia się też problem, który co roku powraca jak bumerang. Mimo wyraźnych oznaczeń i działań edukacyjnych, część turystów ignoruje zasady ochrony przyrody. Fladry z napisami „Stop” i „Ani krokus dalej” dla niektórych okazują się niewystarczające. W pogoni za idealnym zdjęciem w mediach społecznościowych ludzie schodzą ze szlaków, depczą kwiaty, a nawet kładą się wśród nich, by uzyskać lepszy kadr.
Tymczasem pracownicy TPN przypominają, że każdy taki krok uszkadza delikatne rośliny i ich cebulki, co może mieć wpływ na przyszłe kwitnienie. W efekcie krótkotrwała popularność miejsca może prowadzić do długofalowych strat.
Czytaj też:
W Tatrach zawrzało. Kolejka na Kasprowy Wierch zagrożonaCzytaj też:
Turcy oczarowani polskim regionem. „Perełka Europy”
