Pojedyncze domy znikają z krajobrazu, ustępując miejsca masywnym dębom korkowym. To znak, że oddalamy się na wschód od Lizbony. W normalnych warunkach droga do Évory, stolicy regionu Alentejo, zajmuje około półtorej godziny, my jednak utknęliśmy w niekończącym się korku na siedemnastokilometrowym moście Vasco da Gamy. Nie mamy innego sposobu, by przedostać się przez potężną rzekę Tag, która u ujścia do Oceanu Atlantyckiego przypomina raczej jezioro lub zatokę. Gdy po prawie trzech godzinach docieramy do hotelu, jest już prawie wieczór. Wyjątkowo tropikalny. To prawdopodobnie ostatni moment, by odwiedzić Alentejo, najbardziej autentyczny region Portugalii, zanim lato wybuchnie na dobre i zrobi się tu naprawdę gorąco. Jest też kilka innych ważnych powodów, a wśród nich, jak to w Portugalii, musi być wino.
Évora stolicą wina i kultury
Gdy byłam w Alentejo rok temu, niemal o tej samej porze, było znacznie chłodniej, co mieszkańcy uznali wtedy za spory ewenement. Teraz jesteśmy w środku pierwszej fali upałów. Na pytanie, jak wyglądały ostatnie miesiące, przewodniczka Francesca wzdycha. Wiosna nie była łatwa, a burze zniszczyły część upraw, co w regionie żyjącym obecnie nie tyle z turystyki, a rolnictwa, jest poważnym problemem. Impulsem do krótkiego small-talku o pogodzie (a może jednak o klimacie) są stojący przy drodze sprzedawcy czereśni, u których kilogram kosztuje dziś 8 euro. Powinno być przecież zdecydowanie taniej.
Choć do Alentejo przyjeżdża się po ciszę i bliskość natury, tym razem główny powód wizyty jest niemal dokładnie odwrotny. Miejski festiwal. ÉvoraWine, czyli coroczne, największe wydarzenie winiarskie w regionie, na historycznym Praça do Giraldo w Évorze łączy producentów tego trunku ze specjalistami i miłośnikami. Jest też pewnie całkiem sporo osób z przypadku, które o winie nie wiedzą nic, albo niewiele. Każdy jest tu jednak mile widziany.
Zasady są proste: płaci się raz, kilkanaście euro, i w tej cenie można próbować wszystkiego, co nalewają w kramach, a potem do woli o tym dyskutować. Otrzymuje się specjalny kieliszek degustacyjny, którego nie trzeba potem zwracać. Jeśli chcesz zrozumieć, czego właściwie powinieneś szukać w winie, to dobre miejsce. Dowiesz się w końcu, czy bliższa jest ci złożoność, czy jednak prostota, albo czy faktycznie lubisz wina, które rozwijają się w czasie, czy jednak wolisz te bardziej bezpośrednie. I na pewno posłuchasz o tym, dlaczego to właśnie Alentejo wyrasta dziś na jeden z najważniejszych regionów winiarskich na świecie.
Wszystko to odbywa się w ciepłej i dalekiej od snobizmu atmosferze, choć unoszące się w powietrzu dźwięki saksofonu z powodzeniem pasowałyby do oprawy jakiegoś ekskluzywnego przyjęcia. Tę nutę wytworności można jednak spokojnie puścić mimo uszu, kiedy nad renesansowym kościołem świętego Antoniego zachodzi najbardziej pomarańczowe słońce, jakie widziałeś w życiu, a potem mieni się w każdym kolorze wina wypełniającego podnoszone w górę kieliszki. Kiedy spod gzymsów, w jednym rzędzie, na gromadzący się na brukowanym placu rozśpiewany tłum zerkają gołębie, a piętro niżej, opierając się o balustrady, uliczny spektakl oglądają stojące na balkonach zakochane pary. Wierzę, że wiele wieczorów w Évorze, także tych niefestiwalowych, wygląda właśnie tak.
Zadziwiające, że wciąż tak niewiele osób słyszało o tym mieście. Ale to niebawem się zmieni. Évora, wraz z łoteweską Lipawą, w 2027 roku będzie Europejską Stolicą Kultury, co z pewnością zwróci uwagę cały region i jego potencjał. Dzieje się to w momencie, gdy konsumpcja wina na świecie spada, a coraz wyższe temperatury i długotrwałe susze wpływają na cały sektor rolnictwa. Turystyka jest więc naturalną drogą. Évora ma stać się celem podróży samym w sobie, a nie tylko miasteczkiem do zatrzymania się na jedno popołudnie w drodze z Lizbony do Madrytu.
![]()
Biało-żółte budynki i klasztory
Po gwarnym wieczorze, a potem nocnym spacerze znacznie cichszymi już uliczkami, w Évorze nastaje poranek. Na pustych placach pojawiają się pierwsi goście: koty i staruszkowie. Nam, nielicznym o tej porze turystom, towarzyszy najlepszy przewodnik w mieście, Libânio Murteira Reis.
Pierwszym, co rzuca się w oczy, są dość powtarzalne kolory budynków: jasne fasady odbijające słońce z charakterystyczymi, żółtymi lub niebieskimi obramowaniami wokół drzwi i okien. Za taką estetyką stoi wiekowa tradycja, oraz przynajmniej częściowo, praktyczne uzasadnienie. Komar, który od maja do października ma w Alentejo idealne warunki, podobno woli przysiadać na bieli, niż lgnąć do żółtego. Trudno mi jednak znaleźć na tę lokalną teorię niezbite dowody. Pewnie trzeba by było zapytać samego owada.
Nie sposób przejść obojętnie obok przecinającego miasto akweduktu. Przez lata, kiedy jeszcze było to dozwolone, ludzie stawiali swoje domy pomiędzy lub pod nim. Rzymskie pozostałości są tak blisko zabudowań, że mogę niemal dotkąć ich z balkonu swojego hotelu (Mar de Ar Aqueduto). Do dziś ocalały także fragmenty oryginalnych murów miejskich z I wieku, a „nowe”, XIV-wieczne fortyfikacje okalające miasto są jednymi z najlepiej zachowanych w Portugalii.
![]()
Charakterystyczną cechą Évory są też liczne klasztory. Kościół w Portugalii przez lata gromadził olbrzymie ilości ziemi – materialne dobra zostały jednak odebrane przez państwo w wyniku zakończnej w 1834 roku wojny domowej, w której zwycięstwo nad absolutystami odnieśli liberałowie. Dziś klasztory w większości nie pełnią już więc swojej pierwotej funkcji: stały się na przykład pousadami, czyli luksusowymi hotelami butikowymi. Zanim do tego doszło, w XVIII wieku narodziła się w nich tradycja wypiekania kruchych babeczek z kremem jajecznym, znanych jako Pastéis de Nata. Białko jaj było wówczas wykorzystywane w procesie klarowania wina, a także jako naturalny krochmal do usztywniania tkanin podczas prasowania strojów zakonnych. Zostawały żołtka i masa cukru, którego Portugalia była jednym z najważniejszych producentów.
W Évorze wszystkie drogi zdają się prowadzić na uniwersytet. Założona w 1559 roku publiczna uczelnia, jedna z najstarszych w Portugalii, kształci dziś blisko osiem tysięcy studentów (cała Évora ma tylko 50 tysięcy mieszkańców). Choć zajęcia odbywają się w budynkach rozsianych po całym mieście, sercem uniwersytetu pozostaje Colégio do Espírito Santo. Imponujący gmach z okazałym krużgankiem i fontanną na dziedzińcu przypomina o czasach, gdy miasto było jednym z najważniejszych ośrodków nauki w kraju. Warto nie poprzestawać na spacerze wzdłuż kolumn, ale zajrzeć przynajmniej do jednej z sal, których ściany pokrywają barokowe płytki azulejos ilustrujące wykładane przedmioty. Wpatrywanie się w przedstawione na nich scenki to na pewno świetny sposób, by zbyt długo nie słuchać na lekcji.
Dobrze jest czasem znowu trafić do tej samej szkolnej ławki. Spotkać tego samego przewodnika. Zobaczyć te same miejsca w innym świetle, a potem kilka nowych. Zapamiętać na długo garść nieistotnych szczegółów. Évora zostawia dużo przestrzeni na uważność, na którą w innych miastach czasami nie ma się czasu.
Zanim dotrzemy do Alentejo, musimy dostać się do Lizbony. Z Warszawy codziennie lata tam TAP Air Portugal.
Wyjazd odbył się na zaproszenie Biura Promocji Turystycznej Alentejo i Turismo de Portugal. Organizator nie ingerował w treść publikacji.
Czytaj też:
Solna tęcza w sercu Europy. To dlatego turyści z Polski wracają tu po latach Czytaj też:
Miasteczko idealne. Dlaczego turyści tak chętnie odwiedzają Noto?
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
