To, co niedostępne i wyjątkowe, w oczach wielu turystów jest atrakcyjniejsze. Tak jest w przypadku Opołonka (1028 m n. p. m.), szczytu w paśmie Bieszczadów Zachodnich, na granicy polsko-ukraińskiej. Od polskiej strony na szczyt nie prowadzi żaden szlak turystyczny. Każdorazowe wejście wymaga zgody od władz Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
Wejście na Opołonek. W tym roku nie będzie możliwe
Park w minionych latach kilka razy organizował wyjątkowe, wspólne wędrówki na szczyt 11 listopada, w Narodowe Święto Niepodległości. Uczestnicy śpiewali hymn Polski, po czym wracali do punktu wyjścia tą samą trasą, w koniecznej asyście Służby Parku i Straży Granicznej. Żeby wziąć udział w święcie, trzeba było zapisać się przez internet. W tym roku nie będzie to możliwe.
W odpowiedzi na pytanie „Wprost” park poinformował, że „w bieżącym roku wejście na szczyt Opołonek z przewodnikiem nie zostało uwzględnione w Regulaminie udostępniania Parku. W związku z tym wydarzenie to nie jest obecnie planowane i wejście w kierunku Opołonka w dniu 11 listopada się nie odbędzie”. Zgody na indywidualne przejścia też nie są wydawane.
„Zachęcamy jednocześnie do śledzenia aktualnych komunikatów oraz oferty wydarzeń, ponieważ w przyszłości mogą pojawić się nowe inicjatywy umożliwiające odwiedzenie tego rejonu” – podkreślił Ośrodek Informacji i Edukacji Turystycznej BdPN.
Skąd taka decyzja? Wyjścia na Opołonek, w formie wydarzenia o charakterze patriotycznym, w minionych latach przyciągały około 130 osób. Miejsce nagle zyskało gigantyczną internetową popularność.
Polski szczyt hitem. Bieszczadzki Park Narodowy odpowiada
W 2025 roku roku otwarcie zapisów wzbudziło tak duże emocje, że pracownicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego musieli wydać specjalny komunikat w sprawie przyznawania zezwoleń na wejście. Miejsca zostały zajęte w 7 minut, po czym informatyk zdjął formularz ze strony. Później otrzymywali obraźliwe maile i telefony z zarzutami „losowania” chętnych.
„Zupełnie niespodziewanie dla nas, w tym roku nastąpiło apogeum zainteresowania wymykające się zupełnie wszelkim szacunkom z lat ubiegłych. Mimo to, dzięki przejrzystemu systemowi zgłoszeń, 150 pierwszych osób zostało zapisanych cyfrowo na to wyjście. Zupełnie niezrozumiałe są zarzuty np. jakoby miało się odbyć losowanie? Skąd taki pomysł? Wystarczyło przeczytać regulamin Parku, a potem zastosować się do komunikatu informującego o formularzu zgłoszeniowym (…). Liczba wejść oraz prób wejścia na nieaktywny już formularz świadczy o tym, że przekaz ten był jasny dla grupy przynajmniej 950 osób”. – wyjaśnili.
Dodali, że limit 150 miejsc jest maksymalną liczbą podyktowaną jak najmniejszą potencjalną ingerencją w środowisko przyrodnicze w tamtym terenie.
Formuła wydarzenia została zmieniona. Do zwiedzania udostępniono trasę w dolinie górnego Sanu, na terenie Parku.
Czytaj też:
Ten szczyt można zdobyć tylko raz w roku. To najdalej wysunięty na południe punkt PolskiCzytaj też:
Niebezpieczna moda na południu Polski. Turyści wchodzą mimo zakazu
