„Mały Dubrownik” z wielką historią. Spokojne i autentyczne miasteczko

„Mały Dubrownik” z wielką historią. Spokojne i autentyczne miasteczko

Dodano: 
Hodowla ostryg Bota Šare w Chorwacji
Hodowla ostryg Bota Šare w Chorwacji Źródło: Archiwum prywatne / Marzena Tarkowska
Z Dubrownika szybko można dojechać do miasteczek, które przybliżą nam autentyczną Chorwację. Najlepszą pamiątką z tego miejsca będą doświadczenia i smaki.

Podczas pierwszej wizyty na wybrzeżu południowej Dalmacji szybko urzeka mnie jego zróżnicowana natura. Nawet jeśli trochę ponarzekamy, spacerując w tłumie na starym mieście Dubrownika, to wystarczy oddalić się o kilometr, żeby znaleźć urokliwą zatokę między skałami, czy mniej obleganą promenadę, z której obejrzymy zachód słońca. Ale turyści, którzy zdążyli już trochę poznać Chorwację, wybierają się dalej – około godzinę drogi na północny zachód od miasta. Dotrzemy tam także transportem zbiorowym.

Ston. Brama do Pelješac

To półwysep Pelješac, który słynie z doskonałych warunków do uprawy winogron i oliwek. Od znajomej, która tam zamieszkała, słyszę, że jest wyjątkowy i jeszcze niezbyt rozpoznany przez masową turystykę, więc nadal zachował swój autentyczny charakter. „Wiele rodzin do dziś produkuje własną oliwę z oliwek i wino na własny użytek, nawet jeśli nie mają winiarni albo tłoczni” – opowiada nasza przewodniczka Nikolina Steta.

Dojeżdżamy do Ston. Miasto znajduje się na wąskim przesmyku łączącym ląd z półwyspem. Nawet jednodniowa wycieczka z Dubrownika pozwoli posmakować esencji Dalmacji. Dosłownie.

Historia solnego miasteczka

„Trochę jak mur chiński” – wymieniamy się wrażeniami, gdy przy parkingu po raz pierwszy dostrzegamy mury obronne z wieżami strażniczymi, które zachowały się na zalesionym wzgórzu Podzvizd. Nic w tym oryginalnego – określenie „europejski chiński mur” znajdziemy w każdym przewodniku, który przeznaczył choćby akapit na wzmiankę o Ston. Na tle niskich kamiennych domów z czerwonymi dachami Podzvizd robi wrażenie dość potężne.

Mury w Ston

W środku gorącego czerwcowego tygodnia zaczynamy spacer po mieście przypominającym raczej senną wioskę nad Adriatykiem niż miejsce o doniosłym historycznym znaczeniu. Szybko zaczyna się do nas łasić kot, a pachnące pranie suszy się w południowym słońcu. Zastanawiamy się, po co temu spokojnemu miejscu potrzebne były niegdyś najdłuższe w Europie mury obronne, które ciągnęły się na długości 7 km (dziś zachowało się 5,5 km).

Odpowiedź znajduje się dosłownie dwa kroki stąd: były to zasoby soli, kiedyś cennej jak złoto. To właśnie tutejsze baseny i dostęp do całego półwyspu chroniono przed najeźdźcami, choć fortyfikacja nigdy nie została wystawiona na próbę.

„Ston był drugim co do ważności miastem na terytorium Republiki Dubrownickiej (Raguzy)” – opowiada o jego średniowiecznej historii przewodniczka, Nikolina Steta. Jego koncepcja urbanistyczna jest zaprzeczeniem nieregularnej linii brzegowej: miasto zostało zaprojektowane zgodnie z przemyślanym projektem zatwierdzonym w Dubrowniku, w którym ulice przecinają się pod kątem prostym. Bezpośrednio po wzniesieniu tu kamiennych domów Ston wyglądał jak mały Dubrownik.

Od sprzedawcy stoiska z pamiątkami dostaję bonus do zakupu – książkę dla dzieci „Historia Ston”. Dziś trudno już sobie wyobrazić ręczne zbiory soli, więc obrazki pozwalają lepiej ułożyć tę historię w głowie.

W czasach świetności Republika Dubrownika czerpała 1/3 swoich przychodów właśnie ze sprzedaży soli krystalizującej się w kamiennych, płytkich basenach. Tę trzeba było zebrać i załadować do worków, zanim spadnie deszcz. Dalszy wysiłek transportu brały na siebie osiołki. Później zbiory trafiały do magazynu albo wypływały w stronę Dubrownika na statkach z portu w Mali Ston.

Warzelnia działa do dzisiaj i produkuje 2000 ton soli rocznie – to zaledwie ułamek produkcji współczesnego polskiego zakładu. Przewodniczka zaznacza, że brak zakładów przemysłowych w południowej Dalmacji jest zbawienny dla czystości wody przy tutejszym wybrzeżu i dzięki temu soli nie trzeba oczyszczać. Nie chodzi wiec o produkcję na skalę przemysłową, ale stempel jakości i lokalną markę, w której zawiera się prawdziwa historia.

Ostrygowy raj. Trzy lata czekania na przysmak

Bez pracy rąk nie ma przysmaku będącego dumą Ston – pereł Zatoki Malostońskiej. Kilometr od miasta znajduje się portowa wioska Mali Ston. Zbliżając się do niej, zauważymy w wodzie coraz więcej bojek – to nie teren kąpieliska przy brzegu, ale miejsca, w których dorastają ostrygi.

Około 30 rodzin utrzymuje się tutaj z hodowli mięczaków. To jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie wciąż hoduje się europejskie ostrygi (Ostrea edulis) – znawcy odróżnią ich smak od sprowadzonej do Europy z Azji ostrygi pacyficznej.

Do małej farmy ostryg należącej do restauracji Bota Sare dopłyniemy w kilka minut z urokliwego, niewielkiego portu jak z retro filmu. Tutaj można spróbować ostryg prosto z morza. Zaskoczyło mnie, że zanim mięczaki trafią na talerze – na surowo – mijają aż trzy lata od momentu ich pierwszego wyłowienia z wody. Właścicielka wyjaśnia, że na bardzo wczesnym etapie umieszcza się je w specjalnej osłonie – zęby na ten przysmak ostrzy też sobie dorada.

Kolejne etapy wzrostu obejmują m.in. ręczne wysupływanie ich z sieci albo „scementowanie” – czyli sklejenie ostryg ich naturalną wydzieliną. Do wymaganej wielkości około 10 cm będą dorastać zanurzone w wodzie.

Farma ostryg Bota Sare

To przysmak, który jedni pokochają, inni potraktują z rezerwą. Obserwowanie, jak niektórzy niepewnie obracają otwartą muszlę z zawartością po kilka razy, zanim trafi ona do ust jest komicznym wstępem do degustacji.

Z perspektywy laika smak ostrygi wydaje się dość delikatny i trochę trudny do opisania. Na początku kojarzy się ze smakiem morskiej wody, ale bez nieprzyjemnego zapachu. Dla smakoszy degustacja ostryg to nieodłączna cześć doświadczenia pobytu w Mali Ston.

„Nasze ostrygi nie trafiają na eksport, ale są sprzedawane w lokalnych restauracjach, a dzięki naturalnym warunkom panującym w zatoce są bardzo smaczne” – mówi Nikolina. Unikalny smak jest zasługą mieszających się tutaj słodkich wód wypływających z lądu (a konkretnie z rzeki Naretwy) ze słoną wodą Adriatyku. Rocznie można pozyskać 2,5 – 3 mln sztuk, które zaspokoją wyłącznie potrzeby lokalnych restauracji.

Jeśli takie doświadczenie smakowe kogoś nie przekonuje, bezpieczniejsze opcje czekają w restauracjach w Ston, które zachęcają do skosztowania zupy z ostryg.

Uliczka w Ston

A czy na Peljesac spróbujemy czegoś, co jest kompromisem między tradycją a gustem turysty? Przekonujemy się o tym w rodzinnej winiarni Miloš w Ponikve, gdzie wino dojrzewa w starych beczkach ze słowiańskiego dębu. Choć ten region słynie z głębokiego czerwonego wina z rodzimego szczepu winogron Plavac Mali, to z myślą o gościach powstaje też lżejsze, różowe Stagnum Rose.

Nowy most na Pelješac

Choć Peljesac nie oddzielił się od lądu, jak chorwackie wyspy, to długo uchodził za miejsce nieco odizolowane od północnej Chorwacji. Podróżując do tego miejsca z północy Europy, jeszcze kilka lat temu trzeba było przejechać przez krótki odcinek Bośni i Hercegowiny, w okolicy nadmorskiego miasta Neum.

Dopiero w 2022 roku hucznie otwarto Pelješki most, który umożliwił bezproblemowy dojazd ze wsi Komarna na półwysep, z pominięciem terytorium innego kraju, kolejek i kontroli dokumentów. Dziś ta nowa droga przybliża gości do tego, co w Dalmacji najbardziej autentyczne – kieliszka lokalnej odmiany wina i skarbów czystej morskiej wody.

Na wyjazd zaprosiła nas sieć Adriatic Luxury Hotels. Organizator nie ingerował w treść relacji.

Mali Ston
Czytaj też:
Miasto z półwyspem rywalizowało z Wenecją. Otworzyło mi drzwi do wakacji jak z filmu
Czytaj też:
Popłynęłam na piaszczystą plażę w Chorwacji. Jest z dala od tłumów i hałasu

Źródło: Wprost