Nie tylko Dunaj. Ta rzeka staje się tak sucha, że zamienia się w „szlak” dla pieszych

Nie tylko Dunaj. Ta rzeka staje się tak sucha, że zamienia się w „szlak” dla pieszych

Dodano: 
Nad rzeką Ren
Nad rzeką Ren Źródło: Shutterstock
Sucha ziemia, zamiast wody. To widzą osoby w popularnym europejskim mieście. Poziom rzeki jest niepokojąco niski.

Informacje o wysychających rzekach czy jeziorach dziwią już coraz mniejszą grupę osób. Całkiem niedawno problem pojawił się na Węgrzech, gdzie poziom wody w Dunaju tak się obniżył, że statki z turystami nie były w stanie docierać do celu. Problemy mają też polskie akweny m.in. Park Gródek czy Zalew Sulejowski. Ponadto coraz głośniej robi się o rzece Ren, która zamienia się w... trasę dla spacerowiczów.

Kolejna rzeka wysycha

Zupełnie suche stały się żwirowe łachy wokół Mysiej Wieży w pobliżu Bingen w Niemczech. Wpływ na tę sytuację ma niski poziom wody w rzece Ren, uchodzącą za jedną z najdłuższych w Europie. Ma ona 1232,7 km, wypływa z Alp szwajcarskich, płynie przez Jezioro Bodeńskie i uchodzi aż do Morza Północnego w Holandii. Dziś głośno jest o niej z innego powodu. W połowie lipca poziom rzeki w Bingen wynosił zaledwie 57 cm, podczas gdy normalnie to 195 cm.

Niski poziom wody ma wpływ na kultowe miejsce. Wspomniana Mysia Wieża to średniowieczny kamienny zabytek z XIII wieku, wzniesiony na małej wyspie na rzece Ren w pobliżu miasta Bingen am Rhein. Wcześniej, by się do niej dostać, trzeba było przepłynąć, aktualnie powstało tam coś, co wygląda jak tradycyjny pieszy szlak, bo woda odsłoniła dno. Choć turyści są zachwyceni, pojawiają się ostrzeżenia.

Nowa „atrakcja” Renu niebezpieczna dla turystów

Swoje zdanie na temat wysychającej rzeki Ren i nowych możliwości, jakie daje to turystom wyraził Burmistrz Bingen am Rhein, Thomas Feser. „Pomimo niskiego poziomu wody Ren nie jest szlakiem turystycznym. Taki spacer może być potencjalnie śmiertelny” – ostrzega.

Komunikat pojawił się na stronie internetowej miasta i ma zniechęcać osoby, która próbują chodzić po wysychającej rzece. Problematyczne mają być m.in. zdradliwe prądy. „Nagłe ssanie przepływających statków i powstające fale mogą porywać i porywać turystów” – tłumaczy Feser.

Choć na miejscu pojawił się znak zakazu niektórzy i tak go ignorują. Dla własnego bezpieczeństwa warto jednak pozostać na podziwianiu widoków i korzystaniu z legalnych atrakcji. Wycieczki statkiem na Mysią Wieżę mają wrócić najszybciej 27 września.

Czytaj też:
Ten polski zalew wysycha. Przedsiębiorcy załamani. „Widzą bagno”
Czytaj też:
Ogromne jezioro wysycha. Mieszkańcy załamani. Ubyło 3 metry wody

Opracowała:
Źródło: bild.de