Samolot Wizz Air leciał w eskorcie. „Żart” na pokładzie wywołał chaos

Samolot Wizz Air leciał w eskorcie. „Żart” na pokładzie wywołał chaos

Dodano: 
Samolot Wizz Air
Samolot Wizz Air Źródło: Unsplash / Artur Voznenko
Informacje o potencjalnym zagrożeniu na pokładzie samolotu Wizz Air sprawiły, że uruchomiono specjalne działania. Spokojny lot nagle znalazł się pod kontrolą izraelskich służb.

Do incydentu doszło w niedzielę 8 lutego 2026 roku podczas lotu Wizz Air UK o numerze W95301. Podróż odbywała się z lotniska Londyn Luton (LTN) na lotnisko Ben-Gurion w Tel Awiwie. W pewnym momencie na pokładzie został uruchomiony komunikat o potencjalnym zagrożeniu. W przestrzeni powietrznej pojawiła się wojskowa eskorta Izraela i towarzyszyła podróżnym aż do lądowania na Ben Guriona. Włączenie alarmu okazało się „żartem”.

Niesforny „żart” na pokładzie Wizz Air

Do zdarzenia doszło w momencie, gdy samolot zbliżał się do lądowania. Problem zaczęli zgłaszać pasażerowie, po tym, gdy jeden z nich miał otrzymać groźbę na swój telefon. Właśnie wtedy izraelskie służby podeszły do sprawy poważnie i zaczęły działać.

Po wylądowaniu w Tel Awiwie, zanim wszyscy opuścili maszynę, konieczne było przeprowadzenie szczegółowej kontroli – sprawdzano m.in. bagaże pod kątem posiadania materiałów niebezpiecznych.

Ostatecznie okazało się, że alarm bezpieczeństwa został włączony przypadkiem przez... kilkuletnie dziecko. Chłopiec zmienił nazwę hotspotu w telefonie rodziców na „terrorysta” zapisaną w języku arabskim, a następnie rozesłał wiadomości, właśnie to miało wywołać obawy podróżnych.

Działania służb były konieczne

Sytuacja, do której doszło na pokładzie Wizz Air, to dowód na to jak najdrobniejszy szczegół może zakłócić spokojną podróż. Żarty, które mają na celu wywołać strach, często miewają poważne konsekwencje i niemal nigdy nie są lekceważone. Podobnie bywa na lotniskach w sytuacji, gdyż ktoś bez powodu używa słowa „bomba”. Niejeden podróżny stracił już swój lot z powodu takiej niesforności.

Rzecznik Israel Airports Authority podkreślił, że podczas minionego incydentu w Tel Awiwie działania służb były w pełni zgodne z procedurami i miały na celu zapewnienie ochrony pasażerów. Na pokładzie nie stwierdzono żadnego realnego zagrożenia, a dalsze funkcjonowanie lotniska przebiegało bez zakłóceń.

Aktualnie śledczy badają, w jaki sposób wiadomości dziecka docierały do pasażerów.

Czytaj też:
Gwałtowne lądowanie i utrata koła. Nagranie przyprawia o dreszcze
Czytaj też:
Pilot zobaczył to na kokpicie. Zdecydował o awaryjnym lądowaniu w Warszawie

Źródło: mirror.co.uk/aerotime.aero