Kolumbia nigdy nie była pierwszym wyborem Polaków szukających egzotycznych wakacji. Choć od dwóch sezonów do Kartageny położonej nad Morzem Karaibskim czarterami lata Rainbow (a ostatniej zimy dołączyła także Itaka), czwarte pod względem powierzchni państwo Ameryki Południowej wciąż jest kierunkiem dość niszowym, przynajmniej dla klasycznego turysty szukającego jedynie morza, słońca i komfortowego hotelu. Jak zauważają przedstawiciele organizacji ProColombia, zainteresowanie odkrywaniem kraju ze stolicą w Bogocie rośnie jednak dynamicznie z roku na rok. Liczby są tak spektakularne, że tuż po zakończonych targach ITB Berlin 2026 instytucja rządu kolumbijskiego przyjechała do Polski, by na prezentacji w Warszawie pokazać, co Kolumbia ma turystom do zaoferowania.
Wzrost Polaków w Kolumbii o 43 procent
W 2024 roku Kolumbię odwiedziło 11 608 turystów z Polski. W 2025 roku gości z naszego kraju było już prawie 16,5 tysiąca, co oznacza wzrost o 43 procent. Tak dynamicznie nie urósł w tym czasie żaden innny rynek, co nie uszło uwadze ProColombia, instytucji rządu Kolumbii odpowiedzialnej za międzynarodową promocję. Choć w porównaniu do liczby turystów z Francji, Hiszpanii, Niemiec, Holandii i Wielkiej Brytanii, wciąż jesteśmy daleko w tyle tabeli, już wyprzedzamy znacznie takie kraje jak Belgia, Portugalia, Rosja, Austria, Irlandia czy Czechy. Polska powoli staje się kluczowym rynkiem.
Polacy w Kolumbii szukają przygód
Kolumbia ma coś, czego Polscy turyści szukają od dawna – autentyczności i obietnicy przygody. – Jeśli chodzi o różnice między turystami z Polski a tymi z USA czy Wielkiej Brytanii, widzimy, że Polacy szukają przede wszystkich przygód i kultury. Są otwarci na nowe doświadczenia i cenią turystykę zrównoważoną – mówi María Eugenia Orini, manadżerka i rzeczniczka ProColombia w rozmowie z „Wprost”.
To idealnie pokrywa się z tym co Kolumbia, jako światowa stolica bioróżnorodności, oferuje. Od największej liczby gatunków ptaków na świecie i tropikalnych owoców, które można jeść przez cały rok i nigdy nie trafić ponownie nna tą samą odmianę, przez przedzieranie się przez amazońskie lasy i wycieczki śladami jaguarów po pola uprawy kawy na zboczach Andów i wypoczynek na najpiękniejszych karaibskich plażach wysepek położonych w pobliżu kurortu Santa Maria. Nie można też pominąć miast – zarówno tętniąca życiem metropolia Bogota, jak i historyczna Kartagena oraz Medellín, nazywane „miastem wiecznej wiosny”, zachwycają historią, architekturą i atmosferą, którą można poczuć tylko tu, w sercu Ameryki Południowej. Ze wszelkich możliwych do wyobrażenia atrakcji w Kolumbii brakuje chyba jedynie tylko infrastruktury ośrodków narciarskich (chociaż i śnieg i wysokie góry są).
Bezpieczeństwo przestaje być przeszkodą
Czy w obliczu trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie Polacy zwrócą się ku krajom Ameryki Łacińskiej? Nie da się ukryć, że Kolumbia nigdy przesadnie nie kojarzyła się z bezpieczeństwem, a lista potencjalnych zagrożeń na stronie polskiego MSZ jest dość długa. Większość z nich, takich jak ryzyko rabunków czy rozboi, może nas jednak także spotkać w innych krajach, również „bezpiecznej” Europy. María Eugenia Orini mówi, że Kolumbia jest świadoma swojej historii, ale to już nie ten sam kraj, co jeszcze kilka, kilkanaście lat temu. Gorillas (grupy partyzanckie) są tylko przy granicach, więc obecnie podróżowanie po kraju jest bezpieczne, również drogą lądową. – Osobiście często jeżdżę samochodem z Bogoty do La Guajiry, najbardziej wysuniętego punktu całej Ameryki Południowej. Podróż zajmuje około 12 godzin i to najpiękniejszy sposób, by zobaczyć mój własny kraj – mówi María Eugenia Orini.
– W Europie jest kilku luksusowych touroperatorów, którzy organizują tzw. Air Cruise luksusowymi Airbusami, które mają zaledwie 50 miejsc, tylko w klasie biznes. Zabierają ludzi z Zurychu, z Wiednia do Kartageny, do Medellín i do Bogoty, a potem lecą na Galapagos, czy na Wyspę Wielkanocną. Nie podjęliby takiego ryzyka z taką klientelą, gdyby Kolumbia nie była bezpieczna – przekazuje przedstawicielka Pro Colombia w rozmowie z „Wprost”.
Niedawno rozpoczęły się także luksusowe rejsy po rzece Magdalena, płynącej z południa na północ, przez cały kraj. To pierwsza taka okazja od lat, a miejsce na wiele tygodni w przód są już w pełni zarezerwowane – mimo ceny, która przekracza 3 tysiące dolarów.
Potrzeba więcej połączeń lotniczych
Odkrywanie 3,5 raza większej od Polski Kolumbii ułatwiają liczne połączenia autobusowe i lotnicze. W całym kraju jest ponad 70 zmodernizowanych regionalnych portów lotniczych, a samoloty na najpopularniejszych trasach z Bogoty odlatują nawet co godzinę. Ten ogrom może jednak przytłaczać, dlatego planując pierwszą wycieczkę, warto pogodzić się z tym, że nie zobaczymy od razu wszystkiego. To jednak dobry powód, by do Kolumbii wracać, poznając za każdym razem kolejne jej tajemnice.
Problem, choć coraz mniejszy, wciąż stanowią jednak międzykontynentalne połączenia lotnicze. – Mamy wystarczającą łączność poprzez Paryż, Frankfurt, Madryt, Barcelonę czy Londyn. Potrzebujemy jednak kolejnych przewoźników i prowadzimy rozmowy, ale to nie jest kwestia kilku dni. Uzyskanie takich kontraktów czasem zajmuje miesiące, czasem lata. Zaczynamy oczywiście od lotów czarterowych, ale chcielibyśmy współpracować też na przykład z Aviancą (przyp. red kolumbijska linia lotnicza), która realizuje umowy code-share z europejskimi liniami – mówi Orini.
Z Polskich miast do Bogoty łatwo dolecimy m.in. Lufthansą, która oferuje połączenia z jedną przesiadką we Frankfurcie. Pasażerowie czarterów Itaki dostaną się do Kolumbii z jednym międzylądowaniem w Mediolanie, a klienci Rainbow – w Paryżu.
Czytaj też:
Polska ma swój „mały Wiedeń”. Zainteresowanie turystów rośnieCzytaj też:
Ceny niższe niż w Chorwacji i luksusowe hotele. Z Polski dolecimy tu w 2 godziny
