Tutaj Wielkanoc świętuje się jesienią. Zaskoczeń w Nowej Zelandii jest więcej

Tutaj Wielkanoc świętuje się jesienią. Zaskoczeń w Nowej Zelandii jest więcej

Dodano: 
Polacy w Nowej Zelandii
Polacy w Nowej Zelandii Źródło: Archiwum prywatne / Hanna Żądło
Nowa Zelandia sprzyja różnym stylom świetowania. Wielkanoc obchodzona tam jesienią ma zupełnie inny klimat niż w naszym kraju. Polka dzieli się swoimi obserwacjami.

Najpierw przez 15 lat była Wielka Brytania, a w okresie pandemii padło na Nową Zelandię. To tam od ponad 5 lat wiedzie swe życie Hania Żądło wraz z mężem i dwójką dzieci. Praca pielęgniarzy w lokalnym szpitalu w Christchurch, drugim pod względem liczby ludności mieście w tym kraju, daje im wiele satysfakcji, ale też pozwala obserwować codzienne życie ludzi i problemy społeczne. W okresie zbliżania się do obchodów Świąt Wielkanocnych postanowiłam zapytać Polkę, jaka atmosfera panuje w nowozelandzkim mieście, czy są widoczne różnice w obchodach i tradycjach oraz, czy ludzie podróżują w dni wolne, tak jak w Polsce.

Paulina Kopeć, „Wprost”: Aktualnie mieszkacie w dużym mieście Nowej Zelandii. Z tego co czytałam, o dość zróżnicowanym krajobrazie i z silnymi korzeniami anglikańskimi. Jak ci się tam żyje i czym twoim zdaniem charakteryzuje się ta okolica?

Hania Żądło: Christchurch to największe miasto położone na południowej wyspie Nowej Zelandii, bo Nowa Zelandia, o czym warto pamiętać, dzieli się głównie na dwie wyspy oddzielone Cieśniną Cooka. Nie od razu przyjechaliśmy do tego miejsca, bo wcześniej były też dwie inne małe miejscowości, ostatecznie jednak to tu się zadomowiliśmy. Ludzie kojarzą Christchurch m.in. z jednego z najsilniejszych trzęsień ziemi w kraju – w 2011 roku zginęło wiele osób i zostało uszkodzonych wiele budynków miasta. Mniejszych trzęsień było znacznie więcej w różnych latach. Także w tym mieście doszło do głośnego zamachu w lokalnym meczecie. Wtedy jeszcze nas tutaj nie było, więc nie pamiętam szczegółów.

Czy po tych 5 latach czujecie się tam już trochę „jak u siebie”?

U siebie to chyba nie będziemy nigdy. Wcale nie tak łatwo jest się zaaklimatyzować w Nowej Zelandii. To zawsze jest bardzo indywidualna sprawa. Niejednemu to wychodzi lepiej, ale nam powiem szczerze różnie. To nie jest tak, że nam się tu nie podoba, ale na pewno nie czujemy się do końca, tak jak w domu. Mamy przyjaciół, jest tutaj bardzo fajna i aktywna Polonia. Organizujemy razem różne eventy, spotkania i wycieczki. Mamy też w mieście taki zespół tańca ludowego, w którym sami z mężem i córką tańczymy. Cały czas działamy aktywnie, nawet jutro mamy występ.

Brzmi super.

Myślę, że dzięki takim kontaktom z rodakami, nie czujemy się aż tak bardzo odizolowani od Polski. Mam wrażenie, że z Polonią rozumiemy się nieco lepiej, niż z innymi nacjami i jakoś tak bardziej „iskrzy”.

Polacy w strojach ludowych

Czy to oznacza, że nie jest łatwo zintegrować się z Nowozelandczykami?

Dzielę się wyłącznie swoimi doświadczeniami i myślę, że każdy może widzieć to inaczej. Mam wrażenie, że z nikim nie ma tu bardzo łatwego kontaktu. Podobne odczucia mają też mój mąż, który absolutnie się z tym zgadza, czy tutejsi znajomi. Nie chodzi o to, że z Nowozelandczykami trudno o kontakt – są uprzejmi i sympatyczni – ale jednocześnie też bardzo powierzchowni. Nawiązanie głębszych czy przyjacielskich relacji bywa skomplikowane, bo oni mają swoje ukształtowane więzi towarzyskie czy kulturowe. Na pewno wymaga to czasu i nie jest łatwe.

instagram

Jak wygląda sytuacja w Christchurch tuż przed świętami wielkanocnymi? W Polsce w sklepach już znacznie wcześniej widać wiele dekoracji wielkanocnych. Czy u was jest podobnie? Jestem ciekawa czy mieszkańcy Nowej Zelandii mają jakieś rytuały związane z przygotowaniami do tych świąt. Z tego co wiem, pod kątem religijnym jest bardzo różnorodnie.

Chrześcijan w tym kraju jest sporo, ale w Nowej Zelandii nie ma jednej bardzo dominującego odłamu tej religii – mieszają się anglikanie, katolicy, prezbiterianie. Tego jest bardzo wiele i widać też bardzo dużo świeckiego podejścia. Jeśli chodzi o kwestie religijne np. ceremonie czy modlitwy, każdy obchodzi te święta w nieco inny sposób. Nie widać, żeby była taka duża spójność w sposobie świętowania.

Nadchodzące święta najczęściej widać w sklepach. Są wszystkie specyficzne produkty sprzedawane na Wielkanoc. Tutaj już od stycznia można kupić popularne czekoladowe jajeczka czy zajączki. Najśmieszniejsze jest to, że wiele z tych figurek czekoladowych to są to są te same, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej były po prostu opakowane bożonarodzeniowo i wyglądały jak renifery. Następnie widać ten sam kształt w innym opakowaniu.

Ogólnie w krajach anglosaskich, Commonwealth, tzw. Wspólnoty Narodów wiele elementów wygląda bardzo podobnie, królują czekoladowe jajka i zajączki. Im bliżej świąt, tym więcej ich znajdziemy i jest większy wybór.

Artykuły świąteczne w Nowej Zelandii

A co z dekoracjami czy ozdobami? Mam wrażenie, że w Polsce coraz więcej jest różnych palm, koszyczków itp.

Jeśli chodzi o przystrajanie czy ozdoby, nie widać czegoś takiego. Bardziej jest to widoczne w miejscach, w których są młodsze dzieci np. w szkołach. Czasem okna czy drzwi przystrajane są różnymi jajkami, zajączkami lub kwiatkami. To też spotyka się w niektórych instytucjach chrześcijańskich czy kościołach. W sklepach też robi się nieco bardziej wielkanocne, ale ludzie w domach raczej nie praktykują ozdabiania, a na pewno nie jest to powszechnie znane i modne. Pewnie wiele zależy od indywidualnych upodobań, ale nie jest to częścią ważnych lokalnych tradycji.

Czyli np. palmy wielkanocne też odpadają?

Nie znajdziemy tutaj tradycyjnych palm kojarzących się z Niedzielą Palmową w Polsce i nie widać procesji. Nie widziałam tego nigdy, zarówno tu, jak i w Wielkiej Brytanii. Sposoby obchodów zależą m.in. od tego z jakiej kultury i religii ktoś się wywodzi. My nie jesteśmy związani z żadnym z kościołów, więc też nie przyglądamy się pewnym obrzędom z bliska.

Powiedzmy może coś o różnicach między Wielkanocą w Polsce a Nowej Zelandii.

Znaczącą różnicą jest pogoda, bo tutaj teraz mamy jesień, więc to zupełnie inna aura. Bardzo odmienne jest też to, że w Polsce Wielkanoc ma jednak duże znaczenie religijne, większość osób ma podobny styl obchodzenia tych dni i jest katolikami. W Nowej Zelandii czuje się to, że nie ma bardzo zakorzenionych tradycji np. jedzenia dużego śniadania wielkanocnego. Na pewno jest uroczyście, bo to są dni wolne od pracy. Rodzina się spotyka przy wspólnym posiłku, ale ten naród znacznie bardziej lubi w tym czasie barbecue, czyli grilla. Więcej osób spotyka się w weekend popołudniami czy wieczorami, by piec przysmaki na rożnie.

Znaczące jest też to, że w Nowej Zelandii wolne mamy już w Wielki Piątek, czyli dzień dłużej niż w Polsce. Mam wrażenie, że to wywodzi się z tradycji byłych kolonii brytyjskich, bo to jest spójne dla krajów anglosaskich.

Tego dnia chrześcijanie na pewno udają się do kościołów, żeby brać udział w swoich uroczystościach religijnych, a dla pozostałych to po prostu moment na odpoczynek. Młodzi ludzie organizują imprezy, bo to też przerwa od nauki na uniwersytecie.

Dla nas to głównie wolne rodzinne dni, które spędzamy spokojnie w domu. Czasami spotykamy się z przyjaciółmi i tak wyglądają nasze obchody.

Jesienny klimat nie przeszkadza w grillowaniu?

Trzeba pamiętać, że w wielu regionach Nowej Zelandii ta jesień nie jest taka zimna, jakby się mogło wydawać. Tutaj, gdzie mieszkam, klimat jest dosyć umiarkowany i pogoda raczej łagodna – powiedziałabym, ciepła i słoneczna. Mimo to można jeszcze spokojnie tego grilla wyciągnąć i nie ma z tym problemu.

W Nowej Zelandii

Do jesieni w Wielkanoc pewnie niełatwo się przyzwyczaić.

Sama jesień sprawia, że na pewno jest inaczej niż w Polsce, ale można się przyzwyczaić.

Mnie osobiście bardzo to nie przeszkadza. Dość szybko, bo po jakichś dwóch latach przestawiłam się na to, że sezonowość wygląda dość odwrotnie. Bardziej odczuwa się to w Boże Narodzenie, gdy jest lato i tęskni się za tym klimatem europejskim. Z drugiej strony tutaj też jest dość specyficznie i ciekawie.

A co z malowaniem jajek czy oblewaniem się wodą w świąteczny poniedziałek?

Powszechnie nie istnieje malowanie jajek, święcenie potraw czy oblewanie się wodą. Gdy dzieci były młodsze, utrzymywaliśmy polskie zwyczaje, np. robiliśmy pisanki, ale teraz już od tego odchodzimy. Często też brakuje nam na to czasu. Druga rzecz, że z jajkami jest trochę problem, gdyż one tutaj mają wszystkie skorupki w brązowym kolorze. To pewnie kwestia odmiany czy rasy kur. W każdym razie wcale nie tak łatwo maluje się jajka o tak ciemnej barwie, to może trochę zniechęcać, bo efekt malowania ostatecznie nie jest jakiś super.

Czytałam gdzieś, że w okresie Wielkanocy w Nowej Zelandii popularne są tzw. polowania na zające. Czy to faktycznie występuje, słyszałaś o tym?

Tutaj, gdzie jestem, nie słyszałam, żeby mówiło się o tradycyjnych polowaniach na zające związane ze świętami. Bardzo popularne jest za to Easter Egg Hunts, czyli taka aktywność, gdzie w różnych przestrzeniach np. krzakach, ukrywa się czekoladowe jajka, a następnie dzieci ich szukają.

Czasem nawet w zakładach pracy chowamy sobie takie jajeczka w różnych pokojach. Ten, kto nazbiera najwięcej, wygrywa. Są różne akcje tego typu i chodzi o wspólną zabawę.

Z kolei jeśli chodzi o inne polowania, to te w Nowej Zelandii jak najbardziej istnieją i jest duża społeczność myśliwych. Jesień jest sezonem polowań na jelenie i sarny. W wielu regionach poluje się też na kaczki. Osoby, które się tym zajmują, znają specjalny kalendarz, ale nie słyszałam, aby było tutaj głośno o specjalnych akcjach wielkanocnych związanych z zającami.

Nowa Zelandia

Czy jeśli chodzi o zajączka i prezenty dla dzieci, to przygotowuje się coś takiego?

Niektóre rodziny przygotowują małe prezenty, ale to nie jest porównywalne z tymi na Boże Narodzenie. Popularne są małe upominki np. czekoladki czy coś w tym stylu. Nie ma tego jednak wszędzie i co ciekawe, z tego co mi wiadomo w Polsce, też w nie każdym regionie takie prezenty na zajączka się dawało. Ja pochodzę z Górnego Śląska, gdzie było to popularne, ale np. mój mąż z Bieszczad nie znał takiej tradycji prezentów na Wielkanoc.

A co z przysmakami czy tradycyjnymi potrawami, które znajdują się na stole w tym czasie? Może jest coś takiego, co wy szczególnie lubicie w tych dniach lub, co pojawią się w Nowej Zelandii tylko w okresie Wielkanocy?

Nowozelandczycy nie mają specyficznych potraw na Wielkanoc. Popularne są czekoladowe jajka czy beza Pavlova. Typowo z Wielkanocą kojarzą się Hot Cross Buns, to są słodkie bułeczki maślane z rodzynkami i cynamonem, oznaczone krzyżykiem. Zwykle dostępne są przez cały okres świąteczny. Pamiętam, że to dość brytyjski wynalazek, ale tutaj jest tego więcej.

Można dostać Hot Cross Buns czekoladowe, z czekoladowymi kawałkami, z białą, ciemną czekoladą, z owocami i niekoniecznie zawsze z rodzynkami. Ostatnio widziałam nawet wersję z malinami. Bardzo to lubię, bo to nieduża porcja i można zjeść do kawy. Ten przysmak idealnie też pasuje do jesieni, bo dominują w nim korzenne przyprawy. Tutaj jest teraz chłodniejszy klimat i dni są krótsze, więc taka bułka fajnie rozgrzewa.

Hot Cross Buns w wersji chocolate chip

U nas w domu w Wielkanoc po prostu gotuje się jajka, robimy sobie jakąś sałatkę jajeczną i coś słodkiego, np. piekę ciasto. Nie obchodzimy tych świąt jakoś hucznie, bardziej tak po angielsku, gdzie liczy się chill, czyli spokojnie i bez fajerwerków. Tutaj ten czas wolny to też często wymówka, by pojechać na fajną wycieczkę.

Polacy w Nowej Zelandii

Kiedyś wspominałaś gdzieś o wysokich cenach w Nowej Zelandii. Czy tuż przed świętami pojawiają się jakieś specjalne promocje na popularne produkty? Widać może jakiś szał zakupowy? W Polsce wiele jest dyskontów i mam wrażenie, że przed świętami, jak i po można załapać się na wiele wyprzedaży. Z tego co mi wiadomo, w Nowej Zelandii tych dyskontów nie ma, więc pewnie też dlatego, nie jest tanio.

Zauważam, że w tym roku wielkanocne zające są niesamowicie drogie. Sama długo wstrzymuje się z zakupem, bo stwierdziłam, że ceny są za wysokie. Zresztą w ogóle ceny czekolady nie są tanie w ostatnich latach.

Ludzie kupują to, na co jest promocjach, bo promocje występują i wtedy faktycznie widać szał zakupowy. Nie dostrzegam tu jednak takich specyficznych świątecznych okazji tak jak np. w Polsce na Boże Narodzenie na karpia. Tak jak wspomniałaś, nie ma znanych dyskontów typu Lidl, Aldi czy Biedronka, gdzie regularnie pojawiają się sezonowe akcje. Mamy tylko dwie duże firmy zarządzające wielkimi supermarketami i oni umawiają się między sobą na ceny. Konkurencja i wybór są małe.

Na pewno warto kupować to co popularne jest w danym sezonie, bo wtedy jest tańsze. Mnie osobiście najbardziej dokuczają wysokie ceny ryb – czy to łosoś, tuńczyk czy lokalne gatunki, których jest mnóstwo – średnio to nawet o 105 proc. drożej niż w Polsce. Ostatnimi czasy wyjątkowo drogie są jaja, masło czy mięso. Drożeje też popularna zdrowa żywność.

Jak robię zakupy dla całej rodziny na tydzień, to wychodzi dobre 300 dolarów, a nawet więcej, bo zawsze coś się jeszcze dokupuje w ciągu tygodnia.

Chciałabym wrócić jeszcze do wycieczek w czasie świątecznym. Wspomniałaś wcześniej, że wolne dni to pretekst do takich wyjazdów. W Polsce widoczny jest trend, że ludzie planują rodzinne podróże na Wielkanoc. Jak to jest aktualnie w Nowej Zelandii?

Myślę, że z podróży ludzie korzystają zawsze, nie tylko w święta, choć wszystko zależy, czy można sobie na to pozwolić. Mówiąc szczerze, to jest przykre, ale nie każdego tutaj na to stać. Tego się głośno nie mówi, ale w Nowej Zelandii różnica między osobami, które stać, a które nie, jest ogromna i bardzo rzucająca się w oczy.

Mam wrażenie, że w kontekście tego kraju zwykle nie mówi się o tych przykrych sprawach, bo każdy tylko widzi piękne widoki i każdemu, kto przyjedzie, się podoba. Ale to miejsce ma też swoje ciemne strony. My pracując w szpitalu, widzimy na co dzień i praktycznie od początku. To była też rzecz, która po przeprowadzce ogromnie nas zaskoczyła, bo właśnie nigdy nie słyszeliśmy, by mówiło się o tych widocznych dysproporcjach społecznych. Nie jest to najprzyjemniejsze.

Choć nie jest to tradycja narodowa, w okresie wielkanocnym wiele osób wyjedzie na krótkie wakacje, bo to aż 4 dni wolne, więc ci, którzy mogą, to wykorzystają. My też, gdy mamy możliwość, staramy się zawsze gdzieś pojechać. Ten, kto może jedzie gdzieś na kamping czy pod namioty, bo to jest bardzo popularne.

Na waszym kanale w serwisie YouTube widziałam, że niedawno wróciliście z wyprawy kamperem po Nowej Zelandii z Christchurch do Takapuna Beach. Ten kraj chyba sprzyja takiemu spędzaniu czasu?

Bardzo wiele ludzi tak robi i jest to popularne. To był nasz pierwszy raz, gdy pojechaliśmy w ten sposób kamperem m.in., dzięki temu, że udało nam się skorzystać z fajnej promocji. Czy Nowa Zelandia świetnie się do tego nadaje? Szczerze mówiąc, nie wiem. Drogi są takie sobie, w kraju nie ma wielu autostrad, to nie jest Europa.

Przygoda była świetna i tego nie żałuję, ale jeśli ktoś pomyśli, że chce jechać na jakieś fajne wakacje kamperem, to moim zdaniem na pewno są inne miejsca, które lepiej się na to nadają np. Islandia czy nawet Niemcy gdzie będzie lepsza infrastruktura. Nowa Zelandia to piękna natura i wszystko inne, ale szybko robi się monotonnie. Jadąc naszą trasą, nie obserwowaliśmy zbyt dużej różnorodności. Inaczej będzie jeśli ktoś wybierze się w podróż po całym kraju, a wiadomo, że do Nowej Zelandii, nie przyjeżdża się dla jednego miejsca. Znajduje się tu ogromna sieć kempingów różnego typu i łatwo o takie nocowanie. Często nie musi być też ono drogie. Jest pięknie i na pewno warto choć raz to wszystko zobaczyć.

instagramCzytaj też:
Polka o Wielkanocy w Hiszpanii: Niesamowite wrażenie. Ludzie rezerwują miejsca rok wcześniej
Czytaj też:
Polacy zamienili mieszkanie na vana. Mieli podróżować rok, jeżdżą już 5 lat

Źródło: Wprost