Niespełna trzy kilometry mierzy obecnie oficjalna trasa zaprzęgiem konnym w kierunku Morskiego Oka. Od 1 września 2026 r. na popularnym tatrzańskim szlaku obowiązują nowe zasady – turyści z Palenicy Białczańskiej nie dojadą już do Polany Włosienica, a jedynie do Wodogrzmotów Mickiewicza. Na reakcje pieszych nie trzeba było długo czekać. Jak pisze „Gazeta Krakowska”, już pierwszego dnia obowiązywania przepisów pojawiły się wyraźne głosy niezadowolenia. „Szkoda, że nie można podjechać wyżej” – mówią napotkani spacerowicze. Fiakrzy twierdzą, że zniechęceni turyści całkiem rezygnują z przejazdów.
Nie ma koni i busów. Do Morskiego Oka trzeba iść o własnych siłach
Wraz z początkiem nowego miesiąca na szlaku do Morskiego Oka pojawiły się ogromne zmiany. Tatrzański Park Narodowy oficjalnie skrócił trasę zaprzęgów konnych o ponad połowę, z 6,9 km na 2,9 km. Nowe rozwiązanie ma na razie charakter pilotażowy i ma na celu sprawdzenie, czy niewielki plac przy Wodogrzmotach Mickiewicza (gdzie dziś znajduje się ostatni przystanek) poradzi sobie z obsługą zaprzęgów.
Dalej, do Polany Włosienica, skąd do Morskiego Oka pozostaje jeszcze 1,8 km pieszo asfaltową drogą, turystów mają dowozić busy elektryczne. Na razie jednak próżno szukać ich przy Wodogrzmotach – na czas pilotażu nie uruchomiono dodatkowego połączenia. „Po prostu nie ma czym go zrealizować” – tłumaczy „Gazeta Krakowska”.
6 kilometrów marszu? Dla wielu to za dużo
Turyści, którzy decydują się na podróż konną bryczką, wciąż do przejścia mają więc prawie 6 kilometrów. Taki dystans wielu uważa za zbyt długi. „Przylecieliśmy z Anglii ze starszymi rodzicami, którzy zrezygnowali z wyprawy, uznając, że nie dadzą rady przejść 6 km. Zostali na dole, a my próbujemy. Chcieliśmy skorzystać z wozu, bo to dla nas i dla naszej córki wielka atrakcja. Na co dzień nie mamy takich możliwości” – mówi jedna z turystek w rozmowie z „Gazetą Krakowską”.
Tymczasem fiakrzy skarżą się na mniejsze wpływy, bo bilety na krótszą trasę są o połowę tańsze. Co więcej, część osób w ogóle rezygnuje z usługi. „Turyści nie dowierzają, że trasa została skrócona. Są zniesmaczeni i rezygnują z przejazdów, uznając, że na te niecałe 3 km nie ma sensu wsiadać na wóz” – mówi Andrzej Mąka ze Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka.
Celem skrócenia trasy jest odciążenie pracujących koni, które nie będą musiały już pokonywać najtrudniejszego, najbardziej stromego odcinka.
Czytaj też:
W Tatrach zawrzało po zdjęciu turysty. „Czy naprawdę warto?” Czytaj też:
Niezwykła scena nad Morskim Okiem. TPN pokazał nagranie
