Coraz więcej samolotów lecących między Azją a Europą ponownie przecina przestrzeń powietrzną Afganistanu. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że od 2021 roku nie funkcjonuje tam klasyczna cywilna kontrola ruchu lotniczego. Mimo to przewoźnicy decydują się prowadzić swoje trasy właśnie nad tym krajem, bo pozwala im to skrócić lot i ograniczyć zużycie paliwa. Jak więc piloci zachowują bezpieczne odstępy i wiedzą, gdzie znajdują się inne maszyny? Odpowiedzią jest specjalny system, w którym część zadań kontrolerów przejmują same załogi samolotów.
Afganistan nie ma kontroli ruchu lotniczego. Piloci muszą radzić sobie inaczej
Brak tradycyjnej kontroli nie oznacza, że samoloty nad Afganistanem poruszają się bez żadnych zasad. Załogi korzystają ze specjalnej procedury TIBA, w ramach której same przekazują przez wspólną częstotliwość radiową informacje o swojej pozycji, wysokości i kierunku lotu. W ten sposób piloci przejmują część zadań wykonywanych normalnie przez kontrolerów. Dodatkowym zabezpieczeniem jest system Bobcat obsługiwany z Bangkoku. Przydziela on wybranym samolotom odpowiednie przedziały czasowe na wlot do afgańskiej przestrzeni, tak aby zachować właściwe odstępy między maszynami.
Nie każdy lot może być uznany za bezpieczny
Wdrożenie procedur nie jest jednak równoznaczne z uznaniem każdego lotu nad Afganistanem za bezpieczny. Przewoźnicy nadal muszą uzyskać wymagane zgody i samodzielnie ocenić ryzyko co do wyboru ostatecznej trasy.
Dla pasażera siedzącego w samolocie, wysoko w powietrzu wszystko będzie wyglądać zupełnie zwyczajnie – dopiero po spojrzeniu na mapę lotu okaże się, że samolot przemierza właśnie nad krajem, w którym ruch powietrzny koordynowany jest w zupełnie inny sposób niż w Europie.
Czytaj też:
Najbardziej popularna trasa lotnicza w Europie. Turyści kochają tę wyspę Czytaj też:
To zachowanie turystów irytuje stewardesy. „Zakładają, że to bezkresna Narnia”
