Najbardziej nawiedzone miejsca w Polsce. 10 adresów, za którymi stoją straszne historie

Dodano:
Przerażające historie z całej Polski Źródło: Newspix.pl / ZUMA
Opustoszałe szpitale, ruiny zamków, lasy i stare fabryki, które skrywają mroczne tajemnice. Gdzie w Polsce straszy? Oto lista 10 miejsc, które przyprawiają o gęsią skórkę.

W centrum Warszawy straszy? Mówi się, że mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy na rogu ul. Wilczej i Alei Ujazdowskich od lat jest nawiedzone. Miejska legenda głosi, że pod koniec XIX wieku młody student popełnił tam samobójstwo. Później zarządca budynku zamordował tam Aleksandrę Grobicką i zamurował jej ciało pod posadzką.

Ale to jeszcze nie koniec strachów pod tym adresem. Mieszkająca tam żona jednego z warszawskich dygnitarzy dowiedziała się o licznych zdradach męża. W rozpaczy poderżnęła gardła dwojgu małoletnich dzieci nożem kuchennym, męża zastrzeliła a sama powiesiła się na klamce drzwi do mieszkania.

Dziś lokatorzy twierdzą, że nadal na korytarzach można usłyszeć płacz dzieci czy przerażający krzyk kobiety. Czasem też u bram kamienicy można „spotkać” studenta z białym psem.

Szpital psychiatryczny w Owińskach

Nic bardziej nie kojarzy się z horrorami o upiorach niż opuszczone szpitale psychiatryczne. Jedno z takich miejsc znajduje się kilkanaście kilometrów od Poznania w miejscowości Owińska.

Szpital otwarto 1838 roku, w budynku dawnego klasztoru cystersów. W trakcie II wojny światowej pensjonariusze zostali wymordowani przez hitlerowskie wojsko, które później zajęło budynek. Teraz budynek stoi pusty i pilnuje go ochrona a jednak czasami w środku palą się światła, widać przemykające postaci, słychać głosy i płacz.

Komisariat w Konstancinie-Jeziornie

Komisariat przy ulicy Niecałej w Konstancinie-Jeziornie jest nawiedzony przez niebieskiego upiora – ducha byłego oficera. Paranormalne zjawiska potwierdzają zarówno mieszkańcy jak i funkcjonariusze, którzy tam pracowali.

Legenda głosi, że w latach 50. ubiegłego wieku dochodziło tam do brutalnych przesłuchań i tortur, które niejednokrotnie prowadziły do śmierci. Mogło tak być, ponieważ znajdował się tam Urząd Bezpieczeństwa. Największych zbrodni miał dopuścić się jeden oficer, którego duch snuje się do dziś korytarzami komisariatu.

Dom na ulicy Kosocickiej w Krakowie

Jeden z najstraszniejszych domów w Polsce stoi w Krakowie przy ulicy Kosocickiej 8. Przekazów na temat tego miejsca krąży wiele. Jedna z nich głosi, że na tej działce znajdował się cmentarz, gdzie chowano ofiary cholery, kaplica cmentarna zresztą stoi tu do dziś. Chłopom przychodzącym na cmentarz miał się ukazywać szatan. Inna legenda głosi, że w tym domu doszło najpierw do bratobójstwa, a potem samobójstwa gospodarza.

Ci, którzy badali to miejsce twierdzą, że jest ono wyjątkowo aktywne. Nocą można usłyszeć tam krzyki i wyraźnie czuć obecność złej energii. Mówi się nawet, że kolejni właściciele domu znikali w niewyjaśnionych okolicznościach, a niektórzy odwiedzający to miejsce kilka dni później… umierali.

Las samobójców w Witkowicach

W podkrakowskich Witkowicach jest las, który przyprawia o gęsią skórkę. Mieszkańcy okolicznych miejscowości mówią, że dokończyło tam żywota wielu samobójców. Najbardziej mrożącą krew w żyłach opowieścią jest tak o grupie 9 studentów, którzy w październiku 2001 roku świętowali tam rozpoczęcie roku akademickiego i zniknęli bez śladu.

Gdy policja zaprzestała poszukiwań, kontynuowali je przyjaciele zaginionych. Znaleźli w lesie analogowy aparat fotograficzny, a po wywołaniu taśmy okazało się, że należał do zaginionych studentów. Na zdjęciach mieli zniekształcone twarze, a las wokół zdawał się wcale nie przypominać tego w Witkowicach. Więcej dowodów nie znaleziono. Dwadzieścia lat później nadal nie wiadomo, co się stało.

Stara cerkiew w Chróścinie

Nawiedzona cerkiew w Chróścinie stoi niespełna 40 km od Wielunia. Według legendy w okolicy cerkwi po zmroku pojawia się duch chłopca, który najpierw zgubił się w lesie, a potem utopił w pobliskim stawie blisko 120 lat temu. Ciała jego rodziców znaleziono w latach 50. ubiegłego wieku pod podłogą cerkwi.

Podobno nie raz spacerowicze spotkali tu małego chłopca, pytającego o swoich rodziców, który po chwili znikał bez śladu.

Masońska willa w Gdańsku

Willa stoi na wzgórzu Sobótka w Gdańsku, które niegdyś było ulubionym pomorskich czarownic. Żaden z właścicieli tego miejsca nie zagrzał tam miejsca. Około 1925 roku willę kupił zarząd wolnomularzy Gdańska i Sopotu, który organizował tam spotkania Loży Trzech Sal. Potem budynek przejął oddział gdańskiej TVP. Teraz za dnia świeci pustkami, ale sąsiedzi twierdzą, że nocą widać feerie demonicznych barw i świateł.

Nawiedzony dom rodziny Pokropskich

Rodzina Pokropskich z Turzy Wielkiej w gminie Działdowo utrzymuje, że w ich domu dzieją się paranormalne zjawiska. W nocy słychać pukanie do drzwi, z regałów spadają przedmioty, inne z kolei lewitują. Pokropscy któregoś popołudnia znaleźli również noże ułożone w toalecie na znak krzyża. Innego dnia z sufitu kapała woda, mimo że dach był szczelny.

Interweniował nawet ksiądz. Po odmówionej modlitwie w stronę duchownego zaczęły uderzać różne przedmioty, a krzyż zawieszony nad drzwiami się odwrócił. Duchowny uciekł z mieszkania pana Kazimierza i pani Krystyny. Ksiądz polecił rodzinie opuścić nawiedzone mieszkanie. Nie pomogła również wizyta egzorcysty.

Blok przy ul. Herbsta 4

Mieszkańcy bloku przy ulicy Herbsta 4 na warszawskim Ursynowie twierdzą, że budynek jest nawiedzony. Częściej niż można by się spodziewać dochodzi tam do morderstw, pożarów, samobójstw i innych tragicznych wydarzeń. Miejska legenda głosi, że komunistyczny rząd odebrał ziemię rolnikowi, ten miał przekląć ziemię lub według innych „rzucić na nią klątwę”. Inna wersja mówi o tym, że popełnił też samobójstwo.

W ostatnich latach najpierw z balkonu skoczyła młoda kobieta, później młody chłopak odebrał swoje życie w podobny sposób, a kolejny powiesił się w piwnicy. Samobójstwo popełnił w tym miejscu nawet listonosz. Jeden z lokatorów miał też brutalnie żonę siekierą. Mieszkańcy mówią o „złej energii” tego miejsca.

Duch zakonnicy

Legendy o byłym zakonie sióstr Misjonarek Miłości przy ul. św. Jacka krążą po Katowicach od dawna. Podobno na ścianach budynku widać poruszające się cienie, drzwi i okna same się otwierają i zamykają, a samego miejsca od lat ma pilnować czarny kot.

Źródło: Kryptonim GHOST/Urbex History/National Geographic/Fakt/Kroniki Dziejów/
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...