Polak utknął z rodziną w Dubaju. Nie przebiera w słowach. „Bez jakiejkolwiek opieki”
„Rzeczpospolita” dotarła do przedsiębiorcy ze Śląska, który utknął w Dubaju ze względu na konflikt USA i Izraela z Iranem. – Jesteśmy niedaleko centrum, obecnie ulokowani w hotelu Millennium Place Barsha Heights. Wczoraj było słychać jedną detonację prawdopodobnie związaną z tym, że szczątki irańskiego drona spadły w okolicach ambasady. Dzisiaj jest spokojnie, tylko często w ciągu dnia i w nocy przelatują samoloty patrolowe, ale życie toczy się w miarę normalnie. Funkcjonują sklepy, knajpki – mówi pan Waldemar.
– Jednak obawa i zdenerwowanie co dalej towarzyszy nam cały czas, bo nie możemy wrócić i co najgorsze, nie mamy żadnego komunikatu z Polski, co się z nami stanie, czy i kiedy zostanie zorganizowany jakiś transport – kontynuuje.
Polak utknął w Dubaju. „Nie ma żadnych informacji, co z naszym powrotem”
Mężczyzna do Dubaju wyjechał z rodziną w celach turystycznych. Powrót był wyznaczony na 2 marca. – Nie zdążyliśmy, bo 28 lutego zaczęło się to wszystko. Od razu po południu loty zostały wstrzymane. Najgorsze jest to, że nie ma żadnych informacji, co z naszym powrotem. Ambasada w Abu Zabi chyba się zamknęła, w każdym razie nie ma z nią kontaktu, nie odpowiadają na telefony. Próbowaliśmy dzisiaj się dowiedzieć czegoś, ale kontakt jest niemożliwy – mówi mężczyzna.
Sprawa komplikuje się, ponieważ pan Waldemar jest po poważnej operacji i musi zażywać lek, który skończy mu się za dwa dni. W Dubaju lekarstwo nie jest dostępne, nie ma też jego odpowiednika. – Chciałem nawet do ambasady wysłać mój wypis ze szpitala, by mi pomogli w zakupie i chciałem zapytać, czy jest jakaś możliwość ewakuacji z racji przyczyn zdrowotnych, ale mój mail wysłany do ambasady jest odrzucany przez serwer. Automat przekierowuje petenta do aplikacji Odyseusz – relacjonuje.
– Nie wiem, jak ten Odyseusz funkcjonuje, my w każdym razie nie dostawaliśmy informacji z Odyseusza przez ostatnie kilka dni, co z powrotem do Polski. Jest bardzo duży rozdźwięk pomiędzy tym, co mówią minister spraw zagranicznych i premier, a tym, co się tutaj dzieje – ocenia pan Waldemar.
Turysta o rosnących kosztach. „Obywatele polscy są bez jakiejkolwiek opieki”
Przedsiębiorca został zapytany, czy planując podróż do Dubaju weryfikował, jakie jest ryzyko związane z wycieczką w ten region świata. – Oczywiście, że przed wyjazdem się tym interesowałem, ale ostrzeżenie o podróży do Emiratów Arabskich pojawiło się dopiero 28 lutego, czyli blisko tydzień później. Kiedy sprawdzałem przed wyjazdem stronę MSZ, owszem, były ostrzeżenia, jednak tylko dotyczące terenu Izraela oraz Iranu. Ostrzeżeń, jeżeli chodzi o dalsze rejony Zatoki Perskiej, a konkretnie Emiratów, nie było – mówi rozmówca „Rzeczpospolitej”.
– Wiadomo, że każdy może dzisiaj powiedzieć, że to jest ryzyko. Ale w tej chwili, proszę mi wierzyć, obywatele polscy są bez jakiejkolwiek opieki – poza tym automatycznym systemem Odyseusz. Nie jest prawdą to, co twierdzi rząd, że my tu siedzimy za darmo. Biura fundowały na swój koszt w hotelach jedynie trzy doby pobytu ponadnormatywnego. Teraz musimy pobyt i posiłki opłacać sami. Dlatego przenieśliśmy się z hotelu Sofitel do innego, tańszego. I pobyt musimy opłacać sami – zaznacza mężczyzna.
MSZ zabrało głos. „Musimy rozróżnić sytuację”
Głos w sprawie zabrał Maciej Wewiór. — Będą uruchamiane loty do miejsc, z których najtrudniej jest wydostać się naszym obywatelom — poinformował rzecznik MSZ, cytowany przez Onet. — Musimy rozróżnić sytuację, gdy ktoś przebywa daleko w Azji w kurorcie i jest bezpieczny i są loty komercyjne do innych miejsc w Europie, od sytuacji, gdzie praktycznie nic nie lata — dodał.