Polskie jezioro znika. Turyści nie chcą już przyjeżdżać

Dodano:
Jezioro Klimkowskie Źródło: Shutterstock / Piotr Gaborek Fotografia
Sytuacja Jeziora Klimkowskiego jest coraz gorsza. Z powodu wysychania zbiornika cierpi turystyka w regionie.

Wysycha Jezioro Klimkowskie w powiecie gorlickim Małopolsce. Jak pisze Radio Kraków, w ubiegłym roku osiągnęło poziom krytyczny, kiedy w zbiorniku zostało zaledwie dwanaście procent wody. Dziś sytuacja jest odrobinę lepsza – jezioro jest wypełnioe w 60 procentach, ale to wciąż nie wystarczy, by zaspokoić potrzeby mieszkańców i turystów. „Nie jest dobrze, bo to jezioro zasila wodę pitną całą okolicę. Dawniej, kiedy nie było Klimkówki, mieliśmy braki wody – mówią Małopolanie.

Trudna sytuacja polskiego jeziora

Odsłonięte brzegi Jeziora Klimkowskiego pokazują, że stan poziom wody wciąż nie jest satysfakcjonujący. Choć sytuacja jest o niebo lepsza niż w zeszłym roku, gdy zbiornik był niemal pusty, mieszkańcy wciąż się niepokoją. Przede wszystkim tym, że przez połączenie zmian klimatu i obowiązujących zasad gospodarowania wodą wkrótce zabraknie tu wody pitnej. „Głównym zadaniem zbiornika jest ochrona przeciwpowodziowa. Z tego powodu przepisy nakazują utrzymywanie rezerwy powodziowej i zrzucanie wody. W czasie długotrwałej suszy oznacza to jednak, że z jeziora bywa wypuszczane więcej wody, niż do niego dopływa” – tłumaczy Radio Kraków.

Co z turystami?

Choć utrada źródła wody pitnej byłaby zdecydowanie najbardziej dotkliwa, mieszkańcy myślą też o podupadającej turystyce. Okazuje się bowiem, że jeszcze w 2024 roku przyjechało tutaj około 30 tys. osób. W 2025 roku było to już tylko 8 tysięcy gości. Jak będzie w tym sezonie? Na to pytanie trudno na razie szukać odpowiedzi. Tutejsze warunki klimatyczne przez lata przyciągały miłośników windsurfingu i żeglarstwa. Gdy jest woda, można wypożyczyć tu kajaki i rowerki wodne, dozwolone są także kąpiele.

Tymczasem jak podaje Radio Kraków, samorządy oraz Polski Związek Wędkarski postulują zmniejszenie minimalnego odpływu wody z zapory – z dwóch do jednego metra sześciennego na sekundę. „Ich zdaniem pozwoliłoby to zatrzymać więcej wody w zbiorniku, zabezpieczyć ujęcia wody pitnej i jednocześnie utrzymać życie biologiczne w rzece Ropa poniżej zapory” – czytamy.

Źródło: radiokrakow.pl
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...