Codzienność w Dubaju po atakach. „Teraz zauważam dwa typy osób”

Dodano:
Targ Dubai Old Souk 3 marca Źródło: PAP/EPA / Stringer
Tehzeeb mieszka w Dubaju od 19 lat. Mówi, że irańskie ataki na miasto na początku przeraziły ją, ponieważ przypomniały jej ucieczkę z Kuwejtu w latach 90. Mieszkańcy miasta są teraz „przestraszeni i czujni”, ale pełni nadziei, że sytuacja szybko wkrótce wróci do normy.

Marzena Tarkowska, „Wprost”: W sobotę USA i Izrael zaatakowały Iran, a ten odpowiedział atakami na kilka krajów Zatoki Perskiej. Kiedy dowiedziałaś się o ostrzale Dubaju?

Tehzeeb Huda: Miałyśmy wyjść z przyjaciółkami na wieczór panieński. Jedna z nich napisała na grupie WhatsApp: „Mój mąż jest w wojsku, ma dobre informacje wywiadowcze, więc powinniśmy zostać w domu”. Myślałyśmy, że przesadza. Nagle w ciągu godziny usłyszałyśmy odgłosy uderzeń dochodzące z każdej strony.

Teraz ludzie są przestraszeni i czujni, ale pełni nadziei, że wszystko wróci do normy. Większość odgłosów, które słyszeliśmy, pochodziła z systemu obrony lotniczej przechwytującego rakiety, więc to dobra wiadomość.

W poniedziałek premier i prezydent ZEA odwiedzili słynne centrum handlowe Dubai Mall. Odczytaliśmy to jako sygnał: „nie martwcie się”! To niesamowite. Dzięki temu także poczuliśmy się bezpiecznie.

Co się zmieniło dla mieszkańców po weekendzie?

W większości pracujemy zdalnie, a szkoły działają online. Początkowo ludzie wpadli w panikę i robili zapasy – nawet ja kupiłam dużo wody. Ale zaopatrzenie jest dobre i wszystko jest w sklepach. Mam przyjaciółkę, która pracuje w banku. Kiedy inna zaczęła panikować: „Musimy wypłacić pieniądze”, to uspokoiła nas. Aplikacje bankowe po prostu działały wolniej. Wiem, że ludzie wypłacają trochę pieniędzy na wszelki wypadek.

W poniedziałek usłyszeliśmy dwa naprawdę głośne hałasy, a budynek zaczął się trząść. Wysłano nam informację, żebyśmy trzymali się z dala od okien itp. Najpierw usłyszeliśmy dwa odgłosy, a zaraz potem inny hałas. Dopiero moja córka mi uświadomiła, że ten ostatni to co innego: „Mamo, to wezwanie na modlitwę". Jestem dzieckiem wojny w Zatoce Perskiej – razem z rodziną musieliśmy opuścić Kuwejt w 1990 roku. Myślę, że dlatego panikowałam na początku bardziej, niż inni.

Czy pod wpływem ataków ułożyłaś sobie wstępny plan ucieczki na wypadek pogorszenia się sytuacji w Zjednoczonych Emiratach Arabskich?

Ludzie dzielili się informacjami o miejscach otwartych dla mieszkańców, gdzie można znaleźć schronienie. Jeśli sytuacja się pogorszy, pierwszym krajem dla ekspatów, takich jak ja, będzie nasz własny kraj. W moim przypadku jest to Nowa Zelandia. Jest tam daleko i drogo, a ja jestem samotną matką z psem. Jedną z pierwszych myśli było to, że formalności związane z przewozem zwierząt zajmują jakieś trzy miesiące. To trochę niepokojące, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.

W krajach muzułmańskich trwa ramadan i ludzie wychodzą wieczorem na iftar (pierwszy posiłek po zachodzie słońca). Czy zauważyłaś, że coś się zmieniło?

Restauracje znów działają. Ludzie powoli wychodzą z domów. Niektórzy z moich znajomych mówią: „chodźmy na iftar”, ale inni odpowiadają: „nie, wolę zostać w domu”.

Są więc dwie grupy osób. Jedni mówią: chodźmy, bo co ma być, to będzie. Drudzy początkowo chowali się w piwnicach, kiedy po raz pierwszy usłyszeli dźwięki wybuchów.

Kolejną interesującą rzeczą w Dubaju jest to, że w dużym stopniu polegamy na usługach dostawczych, np. zamawiamy zakupy przez internet. Ci dostawcy są prawdziwymi bohaterami ostatnich kilku dni.

A czy twoi przyjaciele myśleli, że będą musieli uciekać?

Nie, przeciwnie. Jest na odwrót. Rodzice mojej przyjaciółki z Indii przyjechali do niej z wizytą i teraz nie mogą wyjechać. Planowali wylot w niedzielę, ale powiedziała, że woli odczekać co najmniej tydzień i pozwolić im wrócić, kiedy będzie bezpiecznie (operacje lotnicze z ZEA zostały wznowione w ograniczonym stopniu – red.).

Wspomniałaś o wojnie w Zatoce Perskiej i ucieczce z Kuwejtu. Czy czasem tęsknisz za tym krajem?

Nie, raczej nie. Wyjechałam z Kuwejtu, gdy miałam może 11 lub 12 lat. Moja rodzina pochodzi z Indii, a mój tata był inżynierem naftowym i przeprowadziliśmy się do Kuwejtu z powodu jego pracy, kiedy byłam mała. Wojna w Zatoce Perskiej była jednym z powodów, dla którego emigrowaliśmy do Nowej Zelandii. Dość mocno zmieniła bieg naszego życia. Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie to dwa bogate kraje Zatoki Perskiej, ale Zjednoczone Emiraty Arabskie w większym stopniu opierają się na turystyce i nieruchomościach.

Dlaczego zamieniłaś Nową Zelandię na Dubaj?

Byłam młoda i przeprowadziłam się tam z powodu małżeństwa, teraz żyję tutaj szczęśliwie po rozwodzie. Cieszę się, że zostałam, ponieważ możliwości zawodowe w mojej branży są naprawdę dobre. Pracuję jako Global Marketing Leader w firmie dużego producenta oświetlenia, poza tym tworzę treści online na moim profilu na Instagramie. Dubaj to wielki tygiel kultur. 98 procent mieszkańców nie jest nawet obywatelami Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jestem dumna, że moja córka chodzi tu do szkoły, ponieważ ma szersze spojrzenie na świat niż gdyby dorastała w Nowej Zelandii.

Wiem, że ludzie, którzy nie mieszkają w Dubaju, mówią, że nie ma duszy, że wygląda na sztucznie wykreowany przez człowieka. Ale jeśli mieszkasz tu tak, jak ja, wiesz, że ma duszę. Według mnie tkwi w jego mieszkańcach i w sposobie, w jaki zbudowali kraj od pustyni do najwyższego budynku na świecie.

Tehzeeb, mieszkanka Dubaju

Źródło: Wprost
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...