Ukryte koszty w sanatorium. Kuracjusze płacą więcej niż za pobyt
Nie do wszystkch miejscowości uzdrowiskowych da się dojechać pociągiem, co sprawia, że część kuracjuszy decyduje się na pokonanie trasy samochodem. Sposób podróży do sanatorium ma jednak bardzo duży wpływ na ostateczny koszt pobytu. Zostawiając samochód na parkingu przy sanatorium, zgadzamy się na dodatkowe, ukryte koszty wyjazdu. Taka usługa może bowiem kosztować znacznie więcej niż zakwaterowanie, leczenie i wyżywienie razem wzięte. Temu problemowi przyjrzał się „Fakt”.
Parking przy sanatorium kosztuje fortunę
Planując pobyt w sanatorium, warto pamiętać o kosztach dojazdu. Najtańszym środkiem transportu jest zdecydowanie pociąg (szczególnie jeśli kuracjusz jest uprawniony do ulg). Tam, gdzie nie da się dojechać koleją, często dostępne są autobusy. Najwygodniejsza podróż autem będzie zdecydowanie najdroższą opcją i to nie tylko ze względu na koszty paliwa.
Jeśli do uzdrowiska gość wybiera się własnym samochodem, który następnie musi zostawić na parkingu na cały okres pobytu, cena za to udogodnienie może okazać się zaporowa, szczególnie w popularnych miejscowościach nad Bałtykiem. „W Sanatorium Uzdrowiskowym Bałtyk za dobę parkowania trzeba zapłacić aż 65 zł. Turnus trwa tu 28 dni, więc łatwo policzyć, że cały pobyt może kosztować osobę zmotoryzowaną aż 1820 zł” – podaje przykład „Fakt”. Tymczasem w tym miejscu za cały turnus w pokoju dwuosobowym płaci się 733 zł, a w trzyosobowym prawie 200 złotych mniej. Recepcjonistka obiektu twierdzi, że w obliczu tak wysokich stawek mało osób decyduje się na skorzystanie z ich parkingu.
Alternatywą parkingi w mieście
Na szczęście do dyspozycji gości sanatoriów są jeszcze parkingi w mieście, często znacznie tańsze, a nawet bezpłatne (choć nie zawsze łatwo jest znaleźć dogodne miejsce). „Gdybym za parking musiał zapłacić około 200 zł, to może zdecydowałbym się zaparkować przed ośrodkiem. Gdyby oczywiście było miejsce” — przekazał „Faktowi” jeden z gości sanatorium w Kołobrzegu, który zostawił samochód na darmowym parkingu w mieście. „Codziennie chodzi do sanatorium pieszo, pół godziny w jedną stronę” – czytamy.