Alarm bombowy na pokładzie samolotu. Finał sprawy jest szokujący
Do niepokojącego incydentu doszło wieczorem 24 lipca, jednak ciągle pojawiają się nowe informacje w sprawie. Chodzi o alarm bombowy, który dotyczył linii Qatar Airways, boeinga 777, lecącego z Dohy do Manchesteru. Choć wszystko skończyło się dobrze, pasażerowie i załoga przeżyli chwile grozy. Sytuacja wywołała zamieszanie i zmusiła pracowników lotniska do uruchomienia specjalnych procedur. Na końcu okazało się, że za wszystkim stoi... 14-latek.
Alarm bombowy w samolocie
Początkowo wspomniany lot odbywał się bez zarzutu. Problemy pojawiły się na około dwie godziny przed lądowaniem. To wtedy Kontrola Ruchu Lotniczego otrzymała informację, że w samolocie podłożona jest bomba. Komunikat nie mógł zostać zignorowany. Do akcji skierowano myśliwce Królewskich Sił Powietrznych Wielkiej Brytanii, które eskortowały zagrożony samolot do Manchesteru. Wszystko to w ramach tzw. specjalnych procedur bezpieczeństwa.
W porcie lotniczym czekały policja i służby ratunkowe, mające nieść pomoc gdyby ktoś został poszkodowany. Ostatecznie lądowanie przebiegło bez zarzutu i wszyscy pasażerowie opuścili maszynę. Po wszystkim przeprowadzono szczegółową kontrolę samolotu i na jaw wyszło, że ładunku wybuchowego od początku nie było. Śledztwo wykazało, że całe zamieszanie to efekt żartu dziecka.
Taki chaos może wywołać „żart”
Dzięki śledztwu zatrzymano 14-letniego mieszkańca Bolton odpowiedzialnego za wszczęcie alarmu. Wiadomo, że nie znajdował się on nawet na pokładzie, a przyczyny jego zachowania nie są jeszcze znane. „Fałszywe zgłoszenia mogą powodować poważne zakłócenia, odciągać zasoby służb od pilnych zadań oraz wywoływać niepotrzebny niepokój wśród pasażerów i załogi” – skomentował Gary Homa, naczelnik działu operacyjnego lotniska w Manchesterze, cytowany przez „The Independent”.
O tym, jakie skutki może wywołać „niewinny” żart na lotnisku czy w samolocie turyści przekonywali się już wiele razy. Do podobnej sytuacji doszło w lutym 2026 na pokładzie Wizz Air. Wtedy alarm wszczęto przez żart innego dziecka – chłopiec zmienił nazwę hotspotu w telefonie rodziców na „terrorysta” zapisaną w języku arabskim, a następnie rozesłał wiadomości wzbudzające niepokój. Wtedy skończyło się na uruchomieniu identycznych procedur jak w Wielkiej Brytanii.