Afera w restauracji nad Bałtykiem. „Nie chcieliśmy wprowadzać w błąd”

Afera w restauracji nad Bałtykiem. „Nie chcieliśmy wprowadzać w błąd”

Dodano: 
Restauracja nad Bałtykiem
Restauracja nad Bałtykiem Źródło: Shutterstock / PhotoRK
Popularny influencer ujawnił nieprawidłowości w nadmorskiej restauracji. Lokal przyznał się do błędu i przeprosił

Kolejna „kulinarna kontrola” Tomasza Strzelczyka wywołała ogromne poruszenie w internecie. Autor popularnego kanału „Oddasz fartucha” od pewnego czasu sprawdza, czy restauracje rzeczywiście serwują klientom ryby deklarowane w menu. Tym razem odwiedził Stację Jastarnia. To, co znalazł na talerzu, od razu wzbudziło jego podejrzenia.

Restauracja nad Bałtykiem zaliczyła potężną wpadkę

Już po pierwszym spojrzeniu na filet twórca stwierdził, że ryba nie wygląda jak dorsz atlantycki. – To jest plamiak. Tutaj widać dokładnie tę czarną, wyraźną linię. To nie są dorsze atlantyckie tylko inny gatunek ryby. Jest bardziej intensywny zapach – tłumaczył.

Tomasz Strzelczyk podkreślił, że nie zamierza robić awantury ani walczyć o zwrot pieniędzy. Chciał jedynie wyjaśnić sprawę z obsługą. – Tyle dobrych opinii ma restauracja, a niestety nie podają dorsza atlantyckiego – mówił.

Podczas rozmowy z kelnerem zaznaczył, że problemem nie jest sama ryba, lecz sposób jej oznaczenia w menu. – To jest ewidentnie wprowadzanie w błąd klientów. To jest ewidentnie plamiak, czyli bardzo tani zamiennik – stwierdził.

Właściciel restauracji od początku nie zgadzał się z oceną youtubera i stanowczo przekonywał, że lokal podaje prawdziwego dorsza. – To jest dorsz. Stuprocentowy. Mogę się wybronić, zejdziemy na dół i pan sobie zobaczy w kuchni – zapewniał.

Dodawał, że może pokazać dokumenty potwierdzające zakup ryby. Tomasz Strzelczyk odpowiedział jednak, że sama faktura nie rozstrzyga sprawy.

Afera w restauracji nad Bałtykiem. „Popełniliśmy błąd”

Po fali krytyki właściciele Stacji Jastarnia opublikowali obszerne oświadczenie. „Po wczorajszym pierwszym szoku i poczuciu bezsilności wobec hejtu jaki na nas spadł chcielibyśmy zająć stanowisko w tej sprawie. Byliśmy przekonani, że serwujemy dorsza atlantyckiego. Chcąc jednak dokładnie wyjaśnić sytuację i upewnić się, co faktycznie trafiło na talerz naszego gościa, sami zwróciliśmy się o opinię do specjalistów z Morskiego Instytutu Rybackiego” – czytamy.

„Po tej konsultacji okazało się, że wśród dostarczanych ryb znajdowały się również plamiaki. Nie chcieliśmy nikogo wprowadzać w błąd, ale jako restauracja odpowiadamy za serwowany produkt. Przepraszamy naszych gości oraz Tomasza Strzelczyka, którego spostrzeżenie okazało się słuszne” – dodano w komunikacie.

Właściciele przyznali, że po siedmiu latach prowadzenia restauracji nadal się uczą. „Nie cofniemy tego, co się wydarzyło, ale możemy powiedzieć wprost: popełniliśmy błąd, przepraszamy i wyciągamy z niego konkretne wnioski. Wprowadzimy dodatkowe kontrole dostaw oraz dokładniejszą weryfikację oznaczeń produktów, aby podobna sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości” – zapewnili.

Kontrole Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych przeprowadzone w 50 restauracjach wykazały nieprawidłowości aż 38 lokalach. Najczęściej dotyczyły one błędnego oznaczania gatunków ryb w menu, co mogło wprowadzać klientów w błąd.

Czytaj też:
Za gofry i rybę nad Bałtykiem zapłacimy więcej? Szykują się zmiany
Czytaj też:
Plaża i krystalicznie czysta woda, ale to nie Bałtyk. „Mega klimat”

Opracowała:
Źródło: Dziennik Bałtycki