Miały służyć koniom, wynajmowano je turystom. Słynne „poidełka” znikną z Zakopanego

Miały służyć koniom, wynajmowano je turystom. Słynne „poidełka” znikną z Zakopanego

Dodano: 
Nielegalne domki na Bachledzkim Wierchu
Nielegalne domki na Bachledzkim Wierchu Źródło: Shutterstock / Facebook/Dzieje się w Zakopanem
Słynne zakopiańskie „poidła dla koni”, które w rzeczywistości stały się domkami na wynajem, dostały kolejny nakaz rozbiórki. Sprawa ciągnie się od lat.

Historia jednej z najbardziej znanych samowoli budowlanych w Zakopanem ma kolejny rozdział. Pięć obiektów na Bachledzkim Wierchu, które inwestor podczas kontroli nazywał „poidłami dla koni”, otrzymało następny nakaz rozbiórki – tym razem wydany przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Jak przypomina „Gazeta Krakowska”, te miejsca powstały bez wymaganych pozwoleń na terenie objętym ochroną, a zamiast służyć zwierzętom zaczęły funkcjonować jako miejsca noclegowe dla turystów.

Wraca sprawa „nielegalnych domków” w Zakopanem

Sprawa pięciu budynków na Bachledzkim Wierchu powraca już nie pierwszy raz. Przypomnijmy – w sierpniu 2025 roku Sąd Rejonowy w Zakopanem uznał, że inwestycja narusza przepisy obowiązujące na terenie Parku Kulturowego Kotliny Zakopiańskiej. Właściciel domków noclegowych, które w czasie kontroli miały udawać „poidła dla koni” został wówczas ukarany grzywną, a sąd nakazał mu nie tylko usunięcie pięciu obiektów, lecz także rozebranie utwardzonej drogi, która do nich prowadzi.

Inwestor odwołał się od tego rozstrzygnięcia, jednak Sąd Okręgowy w Nowym Sączu utrzymał wyrok, a decyzja stała się prawomocna. Równolegle własne postępowanie prowadził nadzór budowlany, który po stwierdzeniu, że prace były kontynuowane mimo wcześniejszego nakazu ich wstrzymania, również wydał decyzję o rozbiórce.

Tyle będzie kosztować rozbiórka. Czy zapłaci za nią miasto?

Domki na Bachledzkim Wierchu dziś muszą zgodnie z wyrokiem zostać rozebrane, jednak nie jest pewne, czy obowiązku rozbiórki dokona właściciel. Koszt robót w przypadku wszystkich pięciu budynków i drogi może dojść bowiem nawet do 1,7 miliona złotych. Możliwe jest więc przeprowadzenie tzw. wykonania zastępczego przez miasto. Wtedy samorząd musiałby najpierw wyłożyć te pieniądze, a następnie próbować odzyskać je od inwestora. „Prawo musi być przestrzegane” – powiedział Tymoteusz Mróz w rozmowie z portalem „Nasze Miasto”. Radny potwierdził, że scenariusz przeprowadzenia rozbiórki bez udziału właściciela jest realny.

Czytaj też:
Koszmar pasażerów w Zakopanem. „Komunikacja miejska nie wyrabia”
Czytaj też:
W Tatrach wrze po pomyśle rządu. Chodzi o najem krótkoterminowy

Opracowała:
Źródło: zakopane.naszemiasto.pl/gazetakrakowska.pl