W lipcu pogoda nie rozpieszczała turystów, którzy spędzali urlop nad Bałtykiem. Co prawda, na północy Polski wakacje rozpoczęły się od wysokich temperatur, ale kolejne tygodnie mijały w chłodnej i często deszczowej aurze. Na to zresztą narzekali lokalni przedsiębiorcy, którzy skarżyli się, że turyści rezygnują z wyjazdów nad Bałtyk właśnie w obawie przed kapryśną pogodą.
— Czerwiec i lipiec były znacznie gorsze niż rok temu. Liczymy, że w sierpniu pojawi się słońce i ludzie wrócą nad morze. Na razie na 15 pokoi pięć stoi pustych, mimo że dla stałych klientów wprowadziłam zniżki nawet do 15 proc. — relacjonowała w rozmowie z „Faktem” właścicielka pensjonatu „11 Dębów” w Dźwirzynie.
Tym razem to nie „paragon grozy” zrobił furorę. „Sprawdziłem datę. Aktualna”
W sezonie wakacyjnym w mediach społecznościowych często dużą popularnością cieszą się tzw. paragony grozy. Internauci pokazują rachunki, a na nich widnieją astronomiczne kwoty za ryby, gofry czy lody.
Pani Iza na Facebooku udostępniła paragon, który nie wpisuje się w te standardy. Kobieta 28 lipca w jadłodajni „Za Wiaduktem” w Kołobrzegu kupiła dwa pełne zestawy obiadowe, składające się z zupy, drugiego dania i kompotu. Łączna kwota do zapłaty wyniosła 44 zł.
Użytkownicy mediów społecznościowych chętnie komentowali post. „Dla odmiany nie paragon grozy”, „A wszyscy płaczą, że tak drogo nad morzem”, „Ja byłam w Międzyzdrojach i też były takie ceny. Sama się zdziwiłam” – czytamy. Byli też i tacy internauci, którzy nie kryli zaskoczenia i sugerowali, że cen na takim poziomie można byłoby się spodziewać raczej lata temu, a nie obecnie. „Z ciekawości sprawdziłem datę. Aktualna”, „Ceny jak sprzed 10 lat! O! Paragon ukojenia” – pisali.
Czytaj też:
Turyści odwołują rezerwacje nad Bałtykiem. „Czasy desperacji się już skończyły” Czytaj też:
Wietnamka oceniła polskie morze. „Nie odważyłam się nawet zamoczyć stóp”
