Zabrali dziecko na Rysy. Musiał interweniować TOPR

Zabrali dziecko na Rysy. Musiał interweniować TOPR

Dodano: 
Helikopter TOPR
Helikopter TOPR Źródło: Shutterstock
Wyprawa na Rysy zakończyła się interwencją ratowników. W grupie pięciu obywateli Ukrainy było 10-letnie dziecko.

Grupa czterech obywateli Ukrainy we wtorek chciała zdobyć najwyższy polski szczyt. 29 września, w drodze na Rysy towarzyszyło im także dziesięcioletnie dziecko. Żadne z nich nie miało raków ani czekanów, a na zewnątrz panowały warunki zimowe. Choć ostatecznie całej piątce udało się zdobyć wymagającą górę, potem nie potrafili z niej zejść. Jak podaje Rmf24.pl, niezbędna okazała się interwencja Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z wykorzystaniem śmigłowca.

TOPR uratował turystów z Rysów

Turyści wciąż wyruszają w Tatry nieprzygotowani, choć na szlakach robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Na przełomie września i października w najwyższych polskich górach turystom dały o sobie znać trudne warunki zimowe. Na szczytach dwutysięczników nie zabrakło śniegu – podczas wspinaczki niezbędny jest więc profesjonalny sprzęt.

Niestety, jak donosi TOPR, grupa turystów z Ukrainy do swojej wyprawy nie przygotowała się wystarczająco. Pięć osób, a wśród nich 10-latek, we wtorek poprosiło o ewakuację z Rysów, gdzie utknęli bez możliwości zejścia. Na miejsce wezwano śmigłowiec, a ratownicy potwierdzili, że na miejscu nikt nie był wyposażony w czekany ani raki. Co ciekawe, do jeszcze bardziej ryzykownej sytuacji na tym szczycie doszło także w ubiegłym roku, kiedy na Rysach znalazło się 9-miesięczne dziecko.

Każdy dzień przynosi nowe interwencje

Wspinacze z Ukrainy nie są wyjątkiem, choć powody interwencji bywają różne. W ostatnich dniach w Tatrach ewakuowano turystów z Izraela, którzy utknęli w Żlebie Kulczyńskiego. Zdarza się też, że na oblodzonych szlakach dochodzi do wypadków – jak informuje TOPR, niedawno jeden z turystów spadł ze szlaku na Świnicką Przełęcz i doznał ciężkiego urazu głowy. Do groźnego incydentu doszło też w Zawratowym Żlebie, gdzie mężczyzna poślizgnął się na śniegu i spadł około dwieście metrów.

Czytaj też:
Czy Polacy są za wprowadzeniem limitów w Tatrach? Sondaż
Czytaj też:
Usłyszeli ryk i zamarli. „Byli przekonani, że w pobliżu krąży niedźwiedź”

Opracowała:
Źródło: rmf24.pl/tvn24.pl