Miasto miłości i zakochanych. Dla mnie największe rozczarowanie we Włoszech

Miasto miłości i zakochanych. Dla mnie największe rozczarowanie we Włoszech

Dodano: 1
Werona
Werona Źródło: WPROST.pl / Klaudia Zawistowska
Na świecie nie brakuje miejsc, które okrzyknięto mianem „miast miłości”. Listę kierunków dla zakochanych z pewnością otwiera Paryż, a wysokie miejsce zajmuje również Wenecja. W wyliczeniach nie można ominąć również Rzymu oraz Werony. To właśnie w tym ostatnim miejscu przeżyłam największe turystyczne rozczarowanie.

Kto z nas nie słyszał o romantycznej i tragicznej historii miłości Romea i Julii. Uczucie łączące młodych, a zarazem nienawiść dzieląca ich rodziny na stałe wpisała się w światową kulturę, a motyw ten od stuleci znajdujemy w wielu książkach, czy filmach. Nietrudno więc dziwić się, że miasto Romea i Julii każdego roku przyciąga tłumy turystów. Zanim jednak wybierzecie się tam na walentynki, lepiej sprawdźcie, co czeka was na miejscu.

Dom Julii, czyli jedna wielka „ściema” dla turystów

Największą atrakcją Werony bez wątpienia jest dom Julii, gdzie mieszkać miała rodzina Kapuletich. Prawda jest jednak nieco inna. Budynek, w którym dziś znajduje się muzeum w przeszłości był zamieszkiwany przez kupiecką rodzinę Cappelletti. Nazwiska podobne, ale jednak nie takie same. W XVI wieku w Weronie mieszkała również rodzina Montecchi i w zasadzie na tym powiązania tego miejsca z historią się kończą.

Nie ma bowiem dowodów na to, że szekspirowscy Romeo i Julia kiedykolwiek istnieli. W miejscu, gdzie mieści się dziś muzeum, mogła mieszkać Julia, ale również dobrze mogła się tam nigdy nie pojawić. Wielką „ściemą” zrobioną pod turystów jest nawet tak popularny balkon, z którego miały paść wzruszające słowa „Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo? Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę! Lub jeśli tego nie możesz uczynić, To przysiąż wiernym być mojej miłości, A ja przestanę być z krwi Kapuletów”.

Oryginalnie dom ten nie posiadał nawet balkonu! Obecna fasada całego budynku to efekt prac reżyserskich z początku lat 40. XX wieku. Największa ikona Werony jest zatem podróbką, choć stylizowaną na tamtą epokę i wykonana z materiałów pochodzących ze średniowiecza.

Ogromnym rozczarowaniem może być również rzeźba upamiętniająca Julię. Legenda głosi, że ten, kto dotknie prawej piersi Julii, niebawem odnajdzie miłość swego życia. Jak możecie się domyślać, amatorów obmacywania Julii nie brakuje, ale tu również mamy niespodziankę. Posąg, który obecnie stoi na, placu jest repliką. Oryginalna rzeźba znajduje się wewnątrz budynki i nie można jej dotykać.

Oryginalna rzeźba Julii

Jeżeli zastanawiacie się, czy warto odwiedzić dom Julii w Weronie, moja odpowiedź to stanowcze nie. Choć wejście na plac, skąd widać podrobiony balkon i obmacywany pomnik Julii jest darmowe, to przedzieranie się przez tłum gapiów to prawdziwy horror. Wejście do muzeum kosztuje natomiast 6 euro. Kwota nie jest duża, ale i tak zdecydowanie nie warto jej poświęcać. Największą atrakcją wewnątrz budynku jest bowiem łóżko Julii, ale nie oryginalne, a te, które wykorzystywano jako rekwizyt podczas kręcenia filmu „Romeo i Julia” w 1968 roku.

Amfiteatr, czyli kolejne rozczarowanie w Weronie

Kolejną wielką atrakcją Werony, a dla mnie następnym rozczarowaniem, jest tamtejszy amfiteatr wybudowany w I w n.e. Budynek znajduje na pięknym placu, a kolejka chętnych do jego zwiedzenia jest bardzo długa. Niestety wewnątrz znajdziemy raptem szczątkowe informacje na temat jego historii, a także wiele plastikowych krzesełek i metalową scenę, ponieważ wystawiane są tutaj sztuki i opery, a czasami organizuje się również koncerty.

Galeria:
Werona, moim zdaniem najbardziej rozczarowujące miasto Włoch

Miłym doświadczeniem z pewnością jest spacer uliczkami wyłożonymi marmurowymi płytami, przeciskanie się między zabytkowymi kamienicami i odwiedzanie ukrytych między nimi placów. Najpiękniejszym z nich jest Piazza delle Erbe, choć jego urok trudno dostrzec między dziesiątkami rozstawionych tu straganów z pamiątkami. Jeżeli macie czas, zajrzyjcie tu wcześnie rano lub wieczorem.

Czy Werona może jednak zaskoczyć czymś pozytywnym?

Niespodziewanie największą atrakcją Werony okazały się jej kościoły. Choć nie należę do osób, które zwiedzają tego typu miejsca, to szukając jakiegokolwiek interesującego punktu, odwiedziłam kilka świątyń. Podczas spaceru z pewnością warto odwiedzić kościół Sant’Anastasia, który zachwyca niesamowitymi freskami.

Prawdziwą perłą, przynajmniej w mojej ocenie, jest jednak kościół San Fermo Maggiore. Kościół parafialny parafii pod wezwaniem świętych Firmusa i Rustyka podzielony jest bowiem na dwie części. Kościół dolny został wybudowany przez benedyktynów w XI i XII wieku. Górny wznieśli franciszkanie w XIII i XIV wieku. Obie części diametralnie się różnią. Pierwsza to klasyczny styl romański, z surowymi wnętrzami i masywnymi murami, druga to pełna światła gotycka budowla z niesamowitym drewnianym stropem ozdobionym wizerunkami 416 świętych.

„Pamiątki” po akochanych w pobliżu domu Julii w Weronie

Mimo tego, że kościoły okazały się niezwykłą atrakcją, to Werona na pewno nie znajduje się na liście miejsc, do których chciałabym wrócić. Podrobiony dom Julii i popisane nazwiskami zakochanych kamienice w jej pobliżu bardziej odstraszają, niż zachęcają. Arena i zamek Castelvecchio pełen średniowiecznych dzieł sztuki, również mnie nie przekonały. Ostatecznie cieszę się, że mogłam spędzić dzień w Weronie, jednak powrót tam, zwłaszcza w okresie walentynek, byłby kolejnym rozczarowaniem, a nie romantyczną wyprawą.

Czytaj też:
Trzy kraje zdominowały konkurencję. Tu Polacy spędzą wakacje 2023
Czytaj też:
Polacy obejrzeli serial i przepadli. Wakacje na tej wyspie można spędzić za darmo

Źródło: WPROST.pl

Czytaj także