Tajemniczy wrak na polskim jeziorze. Ludzie fotografują, ale mało kto wie, jaka tragedia za nim stoi

Tajemniczy wrak na polskim jeziorze. Ludzie fotografują, ale mało kto wie, jaka tragedia za nim stoi

Dodano: 
Wrak na jeziorze Dąbie
Wrak na jeziorze DąbieŹródło:WPROST.pl / Katarzyna Świerczyńska
Malowniczo wyglądający wrak stojący od lat na mieliźnie jeziora Dąbie na Pomorzu Zachodnim budzi ciekawość zarówno tych, którzy patrzą na niego od strony wody, jak i tych, którzy widzą go z lądu. Z wrakiem wiąże się smutna historia nieżyjącego już marynarza.

Niesłusznie nazywa się czasem to miejsce cmentarzyskiem kutrów. Bo choć stoi tu wrak, to jest o tylko jeden i nie jest to wrak kutra, a katamaranu. Wrak znajduje się w pobliżu mariny w Lubczynie nad jeziorem Dąbie (samo jezioro leży w granicach Szczecina i jest czwartym co do wielkości jeziorem w Polsce). To jeden z najchętniej fotografowanych tu obiektów – szczególnie malowniczo wygląda o zachodzie słońca. Nie sposób przegapić wraku, jadąc trasą rowerową prowadzącą wzdłuż jeziora.

Wrak na jeziorze Dąbie i marynarz, który stracił dom

Jednostka należała do Jacka Kwiatkowskiego, znanego szczególnie lokalnej społeczności marynarza i społecznika. Jego historię przed laty opisywały szczecińskie media. Dziś mało kto o niej pamięta. „Katamaran szczecińskiego marynarza Jacka Kwiatkowskiego ponad rok tkwi na mieliźnie pod Lubczyną. Mężczyzna stracił dorobek życia, stał się bezdomny” – opisywał latem 2011 roku „Głos Szczeciński”.

Jak opowiadał wówczas dziennikarzom Jacek Kwiatkowski, na budowę katamaranu przeznaczył wszystkie oszczędności, sprzedał też mieszkanie, a jednostka stała się jego domem. Ciekawostką jest, że katamaran był jednocześnie laboratorium ekologicznym, gdzie chciał prowadzić społeczną działalność edukacyjną. Marynarz miał korzystać z bezpłatnego postoju w pobliskiej marinie, ale jak opisywała gazeta, w pewnym momencie zażądano od niego zapłaty i mimo deklaracji uregulowania rachunków, kazano Kwiatkowskiemu opuścić port. Kiedy zjawił się w marinie po kilku dniach nieobecności, jednostki nie było. „Pływające Laboratorium Ekologiczne (..) nieżyczliwi mu ludzie uprowadzili i zniszczyli” – pisał inny regionalny dziennik „Kurier Szczeciński”. Dryfujący katamaran osiadł na mieliźnie i stoi tam do dziś. Niemal natychmiast został splądrowany i okradziony z wyposażenia. Jacek Kwiatkowski nigdy nie odzyskał jednostki. Marynarz zmarł w 2018 roku.

Jezioro Dąbie i dwa wraki

Katamaran niszczeje z roku na rok coraz bardziej, jednostka zdążyła się już pokryć rdzą. Każdego roku przyciąga fanów urbexu i miłośników tajemniczych miejsc. Ale trzeba dodać, że jeśli ktoś mówi o wraku na jeziorze Dąbie, to pierwsze skojarzenie to zupełnie inny słynny wrak, który jest atrakcją akwenu. To betonowy kadłub statku towarowego przeznaczonego do żeglugi morskiej, pamiętający czasy wojny. Do wraku betonowca organizowane są nawet rejsy wycieczkowe, bo wrak najlepiej oglądać z poziomu wody.

Czytaj też:
Rowerzyści zachwyceni nową trasą w Polsce. Widok na wodę, dzikie plaże i cały czas płasko
Czytaj też:
To największe skupisko tych drzew w Polsce. Wyjątkowa atrakcja jednego z dużych miast

Źródło: WPROST.pl