Mamma była pierwsza. Niby włoska, ale bez wielkich flag i stereotypów.
– Traktujemy ją bardziej jako śródziemnomorską. Pizza, pasta, ambitne śniadania, mocny koktajl bar i klimat, który bardziej przypomina duże miasto niż nadmorską miejscowość – tłumaczy Sławomir Kimaszewski.
Fuego, restauracja hiszpańska, pojawiła się tuż obok. Wyróżnia ją to, że posiada certyfikat „Restaurants from Spain", nadawany przez Ambasadę Hiszpanii, który potwierdza używanie autentycznych składników i receptur. – Mieszkaliśmy z żoną i dziećmi przez dwa lata pod Barceloną. Rozkochaliśmy się nie tylko w kuchni, ale w całej kulturze – mówi właściciel Fuego. – Kiedy pojawił się wolny lokal, decyzja zapadła szybko. Choć niełatwo było zbudować ten koncept w Polsce – hiszpańskich kucharzy brakuje, a tapasów nikt nie uczy w szkołach gastronomicznych.
![]()
Dziś Fuego to pełnowartościowa kuchnia – z bogatą sekcją tapas, stekami grillowanymi na węglu drzewnym, importowanym z Ameryki Południowej i burgerami, które – ku zaskoczeniu właścicieli – stały się hitem. – To danie „demokratyczne”. Dla każdego, bez względu na wiek czy portfel.
Kuchnia polska w nowoczesnym wydaniu
Najmłodszy z lokali – Mezalians – łączy kuchnię polską z nowoczesnymi interpretacjami. – Nazwa dała nam wolność. Mezalians to też zabawa konwencją, formą, językiem i estetyką – widoczna w detalach wnętrza, narracji menu, a przede wszystkim na talerzach i w kieliszkach. Łączymy światy, które teoretycznie do siebie nie pasują, ale razem tworzą coś nowego, odważnego i pysznego.
![]()
Karta dzieli się na dwie części: „Dobra narodowe” – klasyka w niebanalnym wydaniu – i „Mezalianse” – dania z twistem. Koktajle funkcjonują w tym samym duchu. Za bar odpowiada Kuba Dudek, który stworzył kreatywne koncepcje na koktajle bazujące na składnikach takich jak pomidor, burak czy słynne połączenie marchewki z jabłkiem.
Choć Kołobrzeg to miasto sezonowe, restauracje grupy generują ruch i obroty porównywalne z lokalami w dużych miastach. – Mamma ma rekord 1200 gości dziennie, przy 120 miejscach siedzących. To oznacza, że sala obróciła się dziesięć razy w ciągu dnia. Czasem wydajemy dziennie nawet 600 talerzy à la carte. To poziom hotelowej kuchni bufetowej, ale z pełnym serwisem.
Największym wyzwaniem jest utrzymanie jakości przy tak dużym wolumenie. U nas nie ma kompromisów. Składniki muszą być najwyższej jakości, od świni puławskiej po oliwę. Plating musi być staranny. Porcje uczciwe, a wszystko przy zachowaniu rytmu produkcji, który nie wybacza błędów
– stwierdza Kimaszewski.
Paradoksalnie, zespół najlepiej pracuje właśnie wtedy, gdy lokal pęka w szwach. – W największym ogniu ekipa działa najsprawniej – śmieje się właściciel.
![]()
To, co wyróżnia tę kołobrzeską rodzinną restaurację, którą warto odwiedzić (jest to wspólny biznes Sławomira Kimaszewskiego, jego córki Kingi Thiel oraz zięcia Witolda Thiela) to liczne ogólnopolskie nagrody, otrzymywane w rankingach gastronomicznych, m.in. Forbes dla najlepszych restauratorów innowatorów oraz dla kuchni etnicznych.
Warszawski design
Za estetykę lokali odpowiada warszawskie Studio 370 – to oni projektowali m.in. Bar Centralny w Hali Koszyki czy Zachodni Brzeg. – Chcieliśmy, by każdy z lokali był inny, ale spójny. Mezalians to najbardziej szalony projekt z wiszącym jednorożcem pod sufitem, z cytatami zarówno rapera Sokoła jak i Juliana Tuwima na ścianach – gdzie się nie spojrzy, tam znajdzie się coś zaskakującego.
Restauracje mają też silne zaplecze social mediowe, dbając o odpowiedni poziom komunikacji z gośćmi, czy pokazując pracę ekipy od zaplecza.
A co w tym restauracyjnym trio cenią podróżni?
– Często słyszymy od gości, że w końcu jest po co przyjeżdżać do Kołobrzegu. I że nasze lokale spokojnie mogłyby działać w centrum Warszawy. To cieszy. Ale jeszcze bardziej cieszy, że te opinie przychodzą same – bez pytania – podsumowuje Sławomir Kimaszewski.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
