28 milionów noclegów na Malcie. „Czy możemy bez końca zwiększać liczbę turystów?”

Dodano:
Turyści na Malcie Źródło: Shutterstock
Malta zmienia się pod wpływem setek tysięcy polskich turystów. –  Dłużej otwarte są kościoły, większym zainteresowaniem cieszą się restauracje z lokalnym jedzeniem – mówi Carlo Micallef, Prezes Maltańskiej Organizacji Turystycznej. Czy ta niewielka wyspa wytrzyma tak duże oblężenie?

Alicja Miłosz, Wprost: W ubiegłym roku Maltę odwiedziła rekordowa liczba 386,6 tysiąca Polaków. To był ogromny wzrost, aż o 46 procent w porównaniu do 2024 roku. W tym roku z całą pewnością będzie jeszcze lepiej, bo już osiągnęliśmy ponad 80 procent tego wyniku. Dlaczego Malta jest dla nas tak atrakcyjna?

Carlo Micallef, Dyrektor Generalny Maltańskiej Organizacji Turystycznej: Myślę, że jako kierunek pojawiliśmy się na polskim rynku we właściwym momencie. Poprawiła się sytuacja gospodarcza, wraz ze wzrostem siły nabywczej ludzie coraz chętniej podróżowali. Do tego Malta jest kierunkiem całorocznym, co oznacza, że przyjmujemy turystów nie tylko w miesiącach letnich. Zimą to właśnie Polska staje się dla nas najważniejszym źródłem ruchu turystycznego. W styczniu i lutym wyprzedza nawet rynek brytyjski.

Malta oferuje również bardzo zróżnicowane doświadczenia. Oczywiście mamy słońce i morze, ale także bogatą historię, kulturę i ciekawą kuchnię. Polskę i Maltę łączy też pewna szczególna bliskość wynikająca ze wspólnych tradycji katolickich oraz podobnego przywiązania do wartości rodzinnych.

Mówi się, że kto chce dziś odnieść sukces w turystyce na Malcie, powinien nauczyć się polskiego. Czy są inne przykłady zmian zachodzących pod wpływem rozwoju polskiego rynku?

Polski rynek pomógł nam na nowo pokazać autentyczność Malty. Brytyjscy turyści często szukają u nas „domu z dala od domu” — chcą pić tu swoje piwo, jeść swoje fish and chips. Polacy przyjeżdżają po to, żeby odkrywać Maltę taką, jaka naprawdę jest. Chcą próbować naszej kuchni i poznawać lokalną kulturę.

Wraz z rosnącą liczbą polskich turystów rozwija się też oferta odpowiadająca ich zainteresowaniom. Dobrym przykładem jest turystyka religijna. W przeszłości wiele kościołów po porannej mszy po prostu zamykano, dziś turyści z Polski chcą je zwiedzać. Część grup przyjeżdża także z polskimi księżmi i uczestniczy na Malcie we mszach. W Moście, moim rodzinnym mieście, kościół zamykano kiedyś już około dziesiątej rano. Dziś, dzięki Polakom, działa przy nim centrum dla odwiedzających, które przybliża historię świątyni.

Przybywa oczywiście przewodników prowadzących wycieczki po polsku, a audioprzewodniki coraz częściej są dostępne w polskiej wersji językowej. Oczywiście wielu Polaków bardzo dobrze zna angielski, ale możliwość korzystania z własnego języka dodatkowo ułatwia im poznawanie Malty.

Wyjdźmy poza Polskę i spójrzmy szerzej. Tempo wzrostu liczby turystów na Malcie jest niezwykle szybkie. Czy istnieje konkretna liczba przyjazdów, którą postrzegacie jako granicę – poziom, do którego możecie dojść, ale którego nie powinniście już przekraczać?

Obecnie na Malcie przyjmujemy 4,5 miliona turystów rocznie, co przekłada się na 28 milionów noclegów. Uważamy, że poziom około 30 milionów noclegów byłby optymalny. Liczba turystów może nadal rosnąć, ponieważ stopniowo skraca się średnia długość pobytu.

Co więc się stanie, gdy osiągniecie 30 milionów noclegów?

Prowadzimy na ten temat rozmowy z rządem, ponieważ potrzebujemy jasnego kierunku. Turystyka jest najważniejszą branżą, w którą ludzie i inwestorzy lokują pieniądze. Nawet dla zwykłej rodziny jednym z najlepszych sposobów inwestowania pieniędzy na Malcie jest kupno kolejnego mieszkania. W rezultacie liczba miejsc noclegowych na Malcie cały czas rośnie. Do tego dochodzi bardzo szybki rozwój turystyki, a sama Malta się przecież nie powiększa.

Musimy więc zadać sobie pytanie: czy możemy bez końca zwiększać liczbę turystów? 4,5 miliona turystów to około osiem razy więcej niż liczba mieszkańców Malty, nawet jeśli ten ruch rozkłada się na cały rok. Rząd będzie więc musiał zdecydować, czy powiedzieć inwestorom „stop”.

Naszym obecnym celem jest utrzymanie liczby turystów na poziomie między 4,5 a 5 milionów rocznie. Jeżeli średnia długość pobytu nadal będzie spadać, co jest trendem międzynarodowym, liczba przyjazdów będzie musiała nieco rosnąć, żeby utrzymać liczbę noclegów na odpowiednim poziomie.

Jeżeli liczba turystów będzie nadal rosła i nie uda się utrzymać jej poniżej pięciu milionów, będziecie rozważać wprowadzenie kolejnych ograniczeń? Co wydarzy się w sytuacji, w której obecne działania okażą się niewystarczające?

Na turystykę wpływa bardzo wiele czynników. W 2019 roku mieliśmy 2,75 miliona turystów i już wtedy niektórzy mówili mi, że powinniśmy nieco wyhamować. Odpowiadałem, że nie możemy po prostu zatrzymać rozwoju, bo zawsze może wydarzyć się coś, co samo wpłynie na ruch turystyczny. Oczywiście nie wiedziałem wtedy, że nadejdzie COVID i turystyka praktycznie zniknie.

Dziś mamy do czynienia z naturalnymi barierami dalszego wzrostu. Malta jest już bardzo dobrze skomunikowana ze światem – mamy połączenia z Europą, Ameryką Północną i Bliskim Wschodem, a poprzez takie huby jak Stambuł czy Dubaj również z Azją. Nasze lotnisko ma jednak określoną przepustowość, a Malta, ze względu na swoje rozmiary, może mieć tylko jeden taki port. Swoje ograniczenia mają też linie lotnicze, jeśli chodzi o liczbę samolotów i możliwych rotacji.

Jednocześnie staramy się wyhamować wzrost liczby miejsc noclegowych. Myślę, że ostatecznie ustabilizujemy się na poziomie około 4,5–5 milionów turystów rocznie. Jeśli ruch nadal będzie rósł, być może konieczne będą bardziej zdecydowane działania – na przykład ograniczenie części połączeń albo rezygnacja z promocji na wybranych rynkach. Mam jednak nadzieję, że nie będziemy musieli sięgać po takie rozwiązania.

Jedną z najnowszych strategii strategii Malty jest stawianie na „turystę wysokiej jakości”. Kim on jest?

To pojęcie dość subiektywne. Najprostsza definicja mówi, że turysta wysokiej jakości to ktoś, kto po prostu wydaje więcej pieniędzy. Dla mnie jednak to ktoś kto przyjeżdża na Maltę, by naprawdę skorzystać z tego, co mamy do zaoferowania. Ktoś, kto faktycznie odkrywa wyspę, poznaje naszą kulturę, próbuje naszej kuchni i przede wszystkim szanuje naszą społeczność. I tak – również wydaje pieniądze.

Można przyciągać turystów, którzy zostawiają na miejscu sporo pieniędzy, a jednocześnie generują wiele napięć. Co roku organizujemy liczne imprezy i koncerty, których uczestnicy potrafią wydać naprawdę dużo. Jeśli jednak sprawiają problemy w restauracjach czy podczas wieczornych wyjść, albo powodują konflikty z mieszkańcami, to my takich turystów nie chcemy.

Widzę tutaj pewną sprzeczność. Według danych z lipca br. największą grupę turystów odwiedzających Maltę stanowiły osoby do 24. roku życia, a więc grupa, dla której życie nocne jest szczególnie istotne. Młodzi ludzie często podróżują też z mniejszym budżetem. Jak pogodzić to z modelem „turysty lepszej jakości”, a także z nowymi regulacjami dotyczącymi zakazu budowy hoteli niższej kategorii?

Wysoki udział ludzi młodych w lipcu nie jest niczym nowym. To czas wakacji szkolnych, więc część przylatuje z rodzicami, część na kursy angielskiego, a jeszcze inni dla imprez. W pozostałych miesiącach sytuacja wygląda jednak inaczej.

Nie mówimy jednak, że nie chcemy młodych turystów, nawet jeśli nie wydają tyle, co osoby starsze. Sam bardzo dobrze wspominam swoje pierwsze wakacje za granicą bez rodziny. Taki pierwszy samodzielny wyjazd może sprawić, że dane miejsce może potem stać się czyimś ulubionym kierunkiem, do którego wróci kiedyś z partnerem czy rodziną.

Wciąż największym problemem jest zachowanie, a nie wydatki. Wielu dwudziestolatków zatrzymuje się w hotelach cztero- i pięciogwiazdkowych, więc to nie budżet jest problemem, a zachowanie. Gdy młodzi ludzie powodują problemy, wśród mieszkańców rośnie ogólna niechęć do turystów.

Jednym z założeń Malty na 2026 rok jest ograniczenie liczby hoteli działających w formule all inclusive. Tymczasem taki model wybierają przecież między innymi rodziny., także polskie.

Mamy już wystarczająco dużo resortów all inclusive. Tego typu obiekty w mniejszym stopniu wspierają lokalną gospodarkę, bo ich goście często spędzają większość czasu na terenie hotelu. Nie zwiedzają, nie wydają pieniędzy w restauracjach. Dlatego zdecydowaliśmy się ograniczyć dalszy rozwój tego rodzaju oferty, podobnie jak hoteli niższych kategorii. Chodzi o to, żeby nie rozwijać dalej segmentu, którego mamy już wystarczająco dużo, tylko skupić się na tych rodzajach oferty, których na Malcie wciąż brakuje. Pamiętajmy też, że nie każda rodzina wybiera all inclusive. Wielu turystów odwiedza Maltę właśnie po to, by odkrywać wyspę.

Turyści odkrywają też Gozo, choć zwykle tylko podczas jednodniowej wycieczki. Chcielibyście, żeby zostawali tam dłużej? Czy raczej obawiacie się, że zwiększenie liczby turystów nocujących na wyspie nie groziłoby nadmiernym rozwojem turystyki i utratą jej obecnego charakteru? Gozo jest przecież przedstawiana jest jako spokojniejsza, bardziej kameralna wersja Malty.

To bardzo ważne pytanie. Tak, zależy nam na tym, żeby turyści nie odwiedzali Gozo wyłącznie w ramach jednodniowych wycieczek. Zachęcamy ich, żeby zostawali tam co najmniej na dwie noce. Popularnym rodzajem zakwaterowania są tam tzw. farmhouses – tradycyjne, odrestaurowane domy czy wille, często z własnym basenem, idealne dla rodzin. Zależy nam na tym, żeby Gozo stało się miejscem, w którym turyści nie pojawiają się tylko na kilka godzin, ale faktycznie zostają na dłużej. Chcemy promować taki łączony model, na przykład 4 dni na Malcie i 3 dni na Gozo, wśród operatorów w Polsce w innych krajach.

Na Gozo obecnie tylko 30 procent ruchu jest generowane przez turystykę przyjazdową. W dalszym ciągu Gozo to miejsce do wypadu głównie dla samych Maltańczyków.

W przypadku obu wysp przestrzeń jest ograniczona. Malta to bardzo mały kraj i chociaż jest wyspą, piaszczystych plaż nie ma tutaj wielu. Ochrona linii brzegowej ma znaczenie nie tylko dla środowiska, ale też dla turystyki.

Plaże nie są głównym produktem turystycznym Malty. Dziś tylko 16 proc. odwiedzających wskazuje morze i słońce jako główny powód swojej podróży. Oczywiście plaże nadal są ważną częścią naszej oferty i zależy nam na tym, żeby zachować jak najwyższą ich jakość. Utrzymujemy standardy Błękitnej Flagi, dbamy o infrastrukturę, jakość wody i odpowiednie udogodnienia.

Co Malta oferuje poza plażami? Można zrobić coś jeszcze, by poprawić jej atrakcyjność w miesiącach tanich jak styczeń czy luty?

Historia, kultura i dziedzictwo już tutaj są. To, co musimy poprawić, to sposób, w jaki je prezentujemy. Kiedyś w muzeum mogła wystarczać karteczka z informacją: „Ten przedmiot ma cztery tysiące lat”. Dzisiaj ludzie oczekują czegoś więcej. Moim marzeniem jest, żeby nasze instytucje zajmujące się dziedzictwem szerzej wykorzystywały w muzeach rozszerzoną i wirtualną rzeczywistość, co uczyniłoby doświadczenie historii bardziej współczesnym.

Załóżmy, że polski turysta chce zimą wybrać się gdzieś w rejon Morza Śródziemnego. Hiszpania, Włochy, Grecja – wszystkie mają kulturę, historię i kuchnię. Czym Malta może się wyróżnić?

Jedną z największych przewag Malty jest ogromna różnorodność na bardzo niewielkiej przestrzeni. W ciągu 20 – 30 minut można dostać się transportem publicznym albo taksówką z jednej części wyspy na drugą. Dzięki temu w trakcie jednego urlopu można zobaczyć i przeżyć więcej.

Poza historią i kulturą mamy też bardziej współczesne atrakcje. Dobrym przykładem jest turystyka filmowa. Na Malcie kręcono wiele znanych produkcji, między innymi „Troję”, „Hrabiego Monte Christo”, „World War Z” czy „Gladiatora”. I nie były to wyłącznie zamknięte studia – wiele scen powstawało w prawdziwych miejscach na wyspie. Turyści mogą więc odwiedzać lokalizacje, które wcześniej widzieli na ekranie.

Malta nadal oferuje dobry stosunek jakości do ceny – zarówno jeśli chodzi o hotele, jak i restauracje. Do tego dochodzi gościnność Maltańczyków. Wciąż mamy tutaj autentyczną otwartość wobec turystów, której nie wszędzie można doświadczyć. Dużym ułatwieniem jest również powszechna znajomość angielskiego.

W Europie mamy już miejsca gdzie zaczęły pojawiać się wyraźne konflikty między mieszkańcami a turystami. Przychodzą mi na myśl oczywiście Wyspy Kanaryjskie. Co byłoby dla pana większą porażką: spadek liczby turystów czy niezadowolenie mieszkańców i rosnąca niechęć do przyjezdnych?

Staramy się dziś promować odpowiednie zachowania i ograniczać te formy turystyki, które prowadzą do napięć. Chcemy, by turystyka była dla mieszkańców wyłącznie źródłem korzyści. Ludzie oczekują szacunku do miejsca, w którym żyją. Nie możemy akceptować wspinania się na zabytki.

Zdecydowanie większą stratą byłoby pogorszenie relacji między mieszkańcami a turystami. Jedną z wyjątkowych cech Malty jest właśnie to, że odwiedzający są tutaj naprawdę mile widziani. Można pojechać do jednej z naszych miejscowości, usiąść, wypić herbatę i bardzo szybko ktoś zacznie z tobą rozmawiać, a nawet zaprosi do wspólnych aktywności. Nie możemy tego stracić.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...