Szef Ryanair: Martwię się o dwie rzeczy. Ale teraz może nam zagrozić tylko jedno
Marzena Tarkowska, „Wprost”: Mniej więcej od wiosny nagłówki straszyły wysokimi cenami biletów lotniczych, w te wakacje znacznych podwyżek nie było. Ale we wtorek na konferencji prasowej mówił pan, że to koniec. Od kiedy bilety zdrożeją?
Michael O’Leary: Myślę, że tej zimy zobaczycie wyższe ceny biletów, a to doprowadzi również do wyższych cen latem przyszłego roku. W przyszłym roku my i wszystkie inne linie lotnicze będziemy w obliczu sytuacji, w której ceny ropy mogą się podwoić. Czyli przejdziemy od dzisiejszych 67 dolarów za baryłkę do 130 dolarów za baryłkę. Musimy być realistami. Jeśli ceny ropy podwoją się, ostatecznie pasażerowie będą musieli zapłacić więcej za bilety lotnicze. Nie da się uniknąć tego uniknąć. A czy ceny wzrosną o 5 proc? O 10-20 proc? Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie chcemy naliczać dopłat paliwowych, ale z pewnością nie będziemy dotować lotów przez następne cztery lub pięć lat. Nie mamy na to pieniędzy.
Jakie kraje są teraz najdroższe do latania dla Polaków?
Bez dwóch zdań Wielka Brytania. Istnieje tam na przykład podatek środowiskowy APD w wysokości 15 funtów (do 2000 mil – red.), a wydatków na ochronę środowiska nie ma. Rząd rozważa teraz umożliwienie burmistrzom wprowadzenie podatku od noclegów. Tak więc jest do zdecydowanie najdroższy kraj do odwiedzenia, a zaraz za nim jest Francja. Oto dlaczego nie inwestujemy w rozwój w tych krajach. Całkowicie skupiamy się na Grecji, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Irlandii, Słowacji oraz Szwecji, które znoszą podatki lotnicze.
Na ten moment taniej niż z wami się po Europie latać nie da, więc co może kiedyś zagrozić pozycji Ryanair?
W długiej perspektywie największym zagrożeniem jest zawsze bezpieczeństwo. Ludzie z tobą nie polecą, jeśli nie mają zaufania, nieważne jak tani bilet oferujesz. Na szczęście inwestujemy sporo w szkolenia, części zamienne i nowe samoloty. Bezpieczeństwo jest więc dla nas priorytetem. Do tego dochodzą wydarzenia geopolityczne, takie jak inwazja Rosji na Ukrainę. Przewoziliśmy na Ukrainę pół miliona osób, a po inwazji Rosji na Ukrainę ruch w Polsce załamał się na około trzy miesiące.
Jednak w obecnej sytuacji nie mamy na rynku konkurentów. Czasem, gdy nie mogę zasnąć, myślę o „Star Trek”. Jeśli ktoś zacznie przewozić ludzi po Europie szybciej, to jesteśmy w d*pie. Bo zawsze może pojawić się jakaś nowa technologia, która całkowicie zmieni naszą branżę. 20 lat temu Nokia była jedną z największych firm na świecie w branży telefonów komórkowych. Pojawiło się Apple, zmietli ich z powierzchni ziemi. Więc zawsze trzeba uważać na nowe technologie lub kogoś, kto wywoła przełom w twojej branży.Krótko mówiąc, zawsze myślę o bezpieczeństwie i sytuacji politycznej.
Skoro o bezpieczeństwie mowa. Wróćmy do wypadku podczas lotu z Salonik do Memmingen 10 lipca, gdy w wyniku uszkodzenia łopatki silnika okno zostało wyrwane, a pęd powietrza pociągnął pasażera w stronę okna. Prawnik poszkodowanego pasażera zapowiada pozew zbiorowy. Czy podeszlibyście dziś do tej sytuacji inaczej?
Nie, nie mogliśmy zrobić nic innego. Nadal nie mogę komentować tego zdarzenia, bo jest ono przedmiotem dochodzenia NTSB. Nie wiemy więc jeszcze, co było jego przyczyną. Jest jasne, że odłamała się część łopatki wentylatora silnika, ale tak właśnie powinno być – silnik jest zaprojektowany w taki sposób, że jeśli coś się odłamie, to przechodzi przez niego i wypadnie z tyłu. W tym bardzo rzadkim przypadku element wypadł z przodu, rozbił okno i uszkodził poszycie samolotu. Dopóki nie mamy pewności co się stało, nie komentujemy tego.
Nie sądzimy jednak, że pasażer został wyssany przez okno, ponieważ miał zapięte pasy bezpieczeństwa. Poza tym fizycznie nie da się wydostać przez okno, mając zapięte pasy bezpieczeństwa.
Jednak był ranny i trafił do szpitala.
Przeżył coś bardzo traumatycznego i miał dość niewielkie obrażenia. Ale ma też bardzo podekscytowanego prawnika w Grecji, który myśli, że wygra wielomilionowe odszkodowanie, a tak nie będzie. My ze swojej strony już zaoferowaliśmy odszkodowanie pasażerowi i jego żonie, ale nie przyjęli tej oferty. Z ich strony padło też wiele fałszywych stwierdzeń, co z czasem wyjdzie na jaw. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób traumie, jaką przeszli.
Nie podaliście kwoty oferty dla nich do wiadomości publicznej?
Nie, nie możemy. NTSB sporządzi szczegółowy raport prawdopodobnie w ciągu 12 miesięcy i wszyscy dowiemy się, co spowodowało to zdarzenie. Wtedy zajmiemy się tą sprawą z pasażerem i jego prawnikiem. Jeśli chcą iść do sądu, nie ma sprawy. Pójdziemy do sądu. Ale nie dostaną wielu milionów.
Zaniepokojenie wywołała też wiadomość o usterce w nowej wersji oprogramowania samolotów Boeing 737 MAX. Czy to dla was zmartwienie?
Tak, aczkolwiek nie wydaje się, by Boeing uznawał to coś za poważnego. Wysłali nam w weekend powiadomienie o tym, że wystąpił problem z oprogramowaniem w systemach lądowania, które dotyczy zarówno modeli MAX 8 i 200 (występujący w czasie odejścia na drugi krąg – red.). Nie usłyszeliśmy: trzeba uziemić flotę albo wymienić to oprogramowanie. Ryanair ma 210 egzemplarzy modelu Max 8200. Samoloty z tej serii latają już od około sześciu lat, wykonały miliony lądowań. Po tym, jak piloci zostali powiadomieni o problemie, mogą kontynuować loty.
Mamy nadzieję, że to nic poważnego i tak to wygląda. FAA oświadczyła jednak, że nie zamierza certyfikować modelu Max 10, dopóki problem z oprogramowaniem nie będzie rozwiązany. Sądzimy, że to kwestia dni, a nie tygodni czy miesięcy. Mamy taką nadzieję.