W Tatrach zawrzało. Górale skarżą się na turystów

W Tatrach zawrzało. Górale skarżą się na turystów

Dodano: 
Krupówki w Zakopanem
Krupówki w Zakopanem Źródło: Shutterstock / natureman30
Jeszcze niedawno były żyłą złota, a dziś apartamenty w Tatrach zamiast zarabiać, coraz częściej wpędzają właścicieli w koszty.

Jeszcze niedawno inwestowanie w apartamenty w górach, szczególnie te z dodatkowymi atrakcjami jak jacuzzi z widokiem na Tatry, uchodziło za pewny przepis na sukces. Dziś coraz częściej okazuje się, że zamiast przynosić zyski, generuje coraz większe obciążenia dla właścicieli.

Apartamenty w Zakopanem przestają się opłacać. Właściciele komentują

Przez długi czas wśród inwestorów panowało przekonanie, że lokalizacje takie jak Zakopane zawsze będą gwarancją pełnego obłożenia. Logika była prosta: gdzie turyści przyjadą, jak nie w Tatry? – i właśnie dlatego powstawały kolejne apartamenty, pensjonaty i kompleksy noclegowe.

Właściciele obiektów zaczęli inwestować w wyższy standard – od aranżacji wnętrz, przez infrastrukturę rekreacyjną, aż po bardziej zaawansowane udogodnienia. Nadeszła era „instagramowego luksusu”, w której sauny i jacuzzi stały się niemal obowiązkowym elementem oferty, niezależnie od wielkości obiektu.

– Jeszcze kilka lat temu takie atrakcje pozwalały podnieść ceny. Dziś są konieczne, żeby w ogóle sprzedać ofertę. Wygrywają ci, którzy oferują więcej w tej samej cenie, a nie ci, którzy są drożsi – mówi Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Inwestycje w polskich Tatrach tracą sens?

Problem w tym, że rosnące oczekiwania gości idą w parze z coraz wyższymi kosztami utrzymania. Zakup jacuzzi dla sześciu osób to wydatek sięgający nawet 80 tys. zł wraz z montażem. Do tego dochodzą stałe koszty eksploatacyjne, które mogą wynosić około 2,5 tys. zł miesięcznie. Przy intensywnym użytkowaniu dochodzi jeszcze amortyzacja, szacowana na 5–6 lat.

Sauny również nie są tanie – ich koszt zakupu to często 30–80 tys. zł. W skali roku utrzymanie takich udogodnień, razem z eksploatacją i amortyzacją, może sięgać nawet 60–80 tys. zł.

– Większość gości traktuje jacuzzi jak czajnik czy telewizor: coś, co już jest w cenie. Nie chcą za to dopłacać, a korzystają intensywnie – przyznają właściciele obiektów. – Jeśli nocleg kosztuje 180–200 zł za dobę od osoby, a utrzymanie SPA kosztuje kilka tysięcy miesięcznie, to ta matematyka się nie spina – dodają.

Branża turystyczna w Tatrach w opałach

Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że rosną ceny energii, żywności oraz innych usług. Jednocześnie możliwości podnoszenia cen są ograniczone. Dla wielu mniejszych właścicieli presja staje się coraz trudniejsza do udźwignięcia.

W okolicy są już obiekty, które się poddały. - Ciężko się przyznać, że po ponad dekadzie pracy w hotelarstwie na Podhalu doszliśmy do ściany. Brnąć dalej w koszty, modernizując stosownie do rosnących wymagań gości, czy sprzedać obiekt, dla którego poświęciliśmy lata, bez urlopu czy spędzenia rodzinnych świąt? – zastanawiają się właściciele pensjonatów.

Czytaj też:
Polskie miasto wśród najlepszych w Europie. Nie chodzi o znane zabytki
Czytaj też:
Słynna polska atrakcja zamknięta przez całe wakacje. Powodem osuwisko

Opracowała:
Źródło: Gazeta Wyborcza