Ostatnie tygodnie coraz bardziej niepokoją ekologów i mieszkańców krajów, przez które przepływa Dunaj. Konsekwencje niskiego poziomu rzeki odczuwają także turyści, którzy w miniony weekend musieli opuścić statki wycieczkowe zmierzające do centrum Budapesztu, a następnie przesiąść się do autobusów. Jak podaje Reuters, problemy dotyczą nie tylko Węgier, ale także Serbii czy Chorwacji, w której rekordowo niski poziom wody odsłonił statek towarowy, który zatonął w 1937 roku.
Łodzie z turystami utknęły na mieliźnie
Serce Budapesztu stanowi rozdzielająca Budę i Peszt rzeka Dunaj. Każdego dnia z transportu statkami i łodziami korzystają turyści przybywający z innych krajów, goście hoteli czy pasażerowie wieczornych rejsów widokowych. W ostatnich tygodniach narasta jednak problem niskiego poziomu wody, który w właśnie zakończony weekend przybrał katastrofalne rozmiary. Jak podają węgierskie media, aż siedem łodzi utknęło w Komáromie na granicy ze Słowacją, skąd pasażerowie transportowani są do stolicy Węgier autobusami. „Ponadto na kilku odcinkach Dunaju nie mogą poruszać się ani statki towarowe, ani pasażerskie, a w Budapeszcie również obowiązują ograniczenia” – czytamy.
Prognozy nie są pozytywne
Konsekwencje takiego stanu rzeczy odczuwa nie tylko turystyka. Letnie upały i susze sprawiły, że import paliw do Serbii osiągnął zaledwie 25 proc. miesięcznego celu na lipiec. Niski poziom wody w Dunaju zmusił barki i tankowce do operowania na poziomie do maksymalnie 40 proc. ich ładowności.
Niestety wygląda na to, że najbliższe dni nie przyniosą zmian. Choć prognozowane są opady deszczu, ale nie będą one na tyle duże, aby znacząco podnieść poziom wody. Według najnowszych danych Węgierskiej Krajowej Dyrekcji Generalnej Gospodarki Wodnej, poziom wody w punkcie pomiarowym w Komárom wynosi 12 centymetrów, a w Budapeszcie 50 centymetrów.
Czytaj też:
Na statku niczym w hotelu. Ta nowość w Europie oczaruje turystów Czytaj też:
Setki śniętych ryb w Jeziorze Pilchowickim. „Doszło do katastrofy ekologicznej”
