O tej stronie podróży rozmawia się rzadko. „Musiałam wybrać między kawą a prysznicem”

O tej stronie podróży rozmawia się rzadko. „Musiałam wybrać między kawą a prysznicem”

Dodano: 
Magda Lassota
Magda Lassota Źródło: Instagram / magda_lassota
Podróże kojarzą nam się z miłymi chwilami, urlopem spędzanym najczęściej w jakimś ciepłym kraju, albo przynajmniej nad Bałtykiem lub w Tatrach. Zapominamy o stresie i codziennych obowiązkach. Jednak kiedy podróże trwają wiele miesięcy, a budżet jest mocno ograniczony, ich obraz nie jest już tak sielankowy.

Wielu z nas uważa, że podróże to spełnienie marzeń. Nie brakuje osób, które miłość do zwiedzania świata łączą z pracą, poprzez coraz popularniejsze workation, czy mieszkanie w busie. Swojego vana o imieniu Dave ma również Magda Lassota, polska podróżniczka, fotografka i autorka książki „W cieniu Everestu”. Jej podejście do podróży i pracy jest jednak inne. Wyjeżdżając spełnia marzenia, ale bez cienia zawahania potrafi opowiedzieć o trudnościach związanych z wieloma miesiącami spędzonymi w drodze.

Klaudia Zawistowska, Wprost.pl: Od czego zaczęło się to twoje podróżowanie? Z czasem zmieniło się w sposób na życie?

Magda Lassota, podróżniczka i fotografka: Nie wiem, czy jest to mój sposób na życie, to się jeszcze okaże. Na razie na pewno próbuję. Nie umiem określić, kiedy to się zaczęło. Ludzie często pytają mnie, kiedy zaczęło się chodzenie po górach, ale na to pytanie też nie potrafię odpowiedzieć.

Wychowywałam się w Kotlinie Kłodzkiej, ale w góry nie chodziliśmy rodzinnie. Pamiętam, że pierwszy raz na szlaku byłam podczas szkolnej wycieczki. To była wyprawa na Śnieżnik, niedaleko miejsca, w którym mieszkałam. Jeździłyśmy też trochę razem z siostrą, ale bardzo mało.

Moja pierwsza duża podróż wcale nie była tak dawno. Razem z byłym partnerem wybraliśmy się na pół roku do Ameryki Południowej. Mieszkaliśmy wtedy w Paryżu, na początku było super, ale potem już nie chciałam tam mieszkać. Pamiętam, że zdecydowałam, że albo teraz, albo nigdy. Marzyła mi się wtedy Patagonia, do której ostatecznie nie dotarliśmy, ale wyjechaliśmy do Ameryki Południowej i podróżowaliśmy w sumie tak długo jak mogliśmy i po mniej więcej pół roku wróciliśmy.

Później się rozstaliśmy, ja stwierdziłam, że chcę podróżować dalej i wtedy zaczęłam to robić w pojedynkę. Podróży po Ameryce Południowej nie zrealizowałam sama. W tej chwili pamiętając, jak tam było, wiem, że nie pojechałabym tam bez towarzystwa. Nie czułabym się bezpiecznie, ale na pewno to mi pokazało, jak wygląda takie długie podróżowanie. Później było mi chyba chociaż trochę łatwiej zdecydować się na samotne wielomiesięczne wyjazdy.

W pojedynkę odwiedziłaś m.in. Nepal i Stany Zjednoczone. Jak sobie poradziłaś sama w tym jednak innym świecie, obcej kulturze, z dala od domu?

Mam wrażenie, że bardzo boimy się takich wyjazdów. Ja też za każdym razem odczuwam strach. Przez to czasem rezygnujemy, wydaje nam się to niemożliwe. W moim przypadku tak było, chociażby z Nepalem. Na początku, kiedy zdecydowałam się tam pojechać, myślałam, że to jest po prostu jakaś abstrakcja. Dla mnie to jest tak egzotyczne, dalekie. Ale jednak się odważyłam. I to tak jest, że jak się gdzieś doleci i wysiądzie się z samolotu, to ten cały strach jakoś mija. Ziemia jest jaka jest, ludzie są podobni, może nie tacy sami. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nam pomoże. Jeżeli znamy angielski, to zawsze się jakoś odnajdziemy. W tym momencie mój strach zawsze mija i czuję, że sobie poradzę.

instagram

Nie brakuje ci towarzystwa podczas podróży?

Tak, czasem brakuje, chociaż już się tego nauczyłam. Pamiętam, jak chodziłam sama po górach, to były chyba jeszcze początki. Brakowało mi kogoś, kto stałby koło mnie, komu mogłabym powiedzieć „zobacz, jaki piękny widok”. Zawsze fajnie jest z kimś się tym podzielić, ale mam wrażenie, że im częściej podróżuję sama, tym jest mi wygodniej.

I to też nie jest tak, że zawsze jestem sama. Wiele osób poznaję w drodze i jeżeli naprawdę już bardzo potrzebuję z kimś spędzić czas, to ktoś zawsze się znajdzie. Dodatkowo, jak się podróżuje i spotyka innego podróżnika, który podchodzi do tego tak samo jak ty, i rozumie to w podobny sposób, wtedy można znaleźć prawdziwą, bliską przyjaźń i jakoś sobie w tych najtrudniejszych chwilach poradzić.

Mimo mojego nie do końca jasnego podejścia do mediów społecznościowych, bo po prostu mnie męczą, zauważyłam, że wrzucanie relacji i później czytanie tych wszystkich wiadomości sprawia, że nie do końca jestem tam sama.

Na odległość, ale jednak razem.

Tak, trochę wirtualnie, ale jednak czuję wsparcie, i że ktoś tam za mnie trzyma kciuki. A poza tym, powiedzmy, że idę na jakieś długi trekking, gdzieś, gdzie nie ma zasięgu i rzeczywiście może nie mam się do kogo odezwać, ale przecież robię relacje, które później publikuję. Wydaje mi się, że to mówienie do telefonu, trochę sprawia wrażenie, że nie jestem sama.

Przeglądając twoje social media, często widziałam, że piszesz, że kiedy udajesz się w podróż, czy wychodzisz w góry, to uciekasz. Bardzo mnie ciekawi przed czym.

Przed brakiem sensu życia. Trochę to poważnie zabrzmiało. Kiedyś uciekałam, bo na przykład potrzebowałam się od czegoś odciąć, zmienić perspektywę. W górach po prostu jest lepiej, jakoś tak prawdziwiej, można bardziej poczuć, po co się żyje. A teraz jeśli chodzi o te długie podróże, to oczywiście spełniam jakieś marzenia. Jeżdżę w miejsca, które zawsze chciałam odwiedzić, ale z drugiej strony to dla mnie jest taki wybór – zostać w miejscu, gdzie nie do końca wszystko mam, albo jechać i o tym zapomnieć.

Natura często wzywa i przyciąga. Ciebie wzywa też Alaska i chyba Dave, twój van, który został w Stanach?

Tak, wzywa mnie Alaska. Mimo tego to nie jest takie łatwe. Byłam w Stanach i wiem, co mnie tam czeka, mam tego Dave’a i już nim jeździłam. Jednak po raz kolejny bardzo się boję tego wyjazdu. Dla mnie to nigdy nie jest proste, mimo że łatwiej jest mi się spakować, bo wiem, co muszę zabrać i ogólnie wiem, jak się przygotować, to w takich momentach nie czuję tego, że ta Alaska mnie przyciąga. Ale pamiętam, że kiedy tam byłam, a spędziłam tam tylko miesiąc, to od razu bardzo chciałam tam wrócić, zostać dłużej. Więc mam nadzieję, że jak się tam znajdę, to znowu poczuję ten spokój. Na razie jest tylko przerażenie.

instagram

Jak sobie radzisz z życiem pozbawionym może nie luksusów, ale rzeczy tak podstawowych, jak prysznic, czy wygodne i ciepłe łóżko pod dachem, zamiast noclegu w lesie, czy na campingu?

Luksusów nie ma. Poprzednio, kiedy podróżowałam po Stanach, miałam bardzo ograniczony budżet. Tym razem niespecjalnie się on zmieni. I to jest kolejna rzecz, której się boję. Mimo tego wydaje mi się, że właśnie takie długodystansowe wyprawy przyzwyczaiły mnie do tego, że nie muszę się codziennie kąpać, że namiot w zupełności wystarczy, żeby mieć jakieś schronienie, żeby mi nie padało na głowę, a Dave jest znacznie wygodniejszy niż namiot.

Źródło: WPROST.pl