Rodacy za granicą nie potrafią się zachować? „Nie wpuszczać Polaków”

Rodacy za granicą nie potrafią się zachować? „Nie wpuszczać Polaków”

Dodano: 
Turyści na Majorce
Turyści na Majorce Źródło: Shutterstock / Ana Iacob Photography
Czasem wystarczy kilka dolarów mniej, nieodpowiedni strój albo brak wiedzy o lokalnych zwyczajach, by wakacje zamieniły się w niezręczną lekcję pokory. Historie polskich turystów pokazują, że za granicą naprawdę łatwo o wpadkę.

W Stanach Zjednoczonych napiwki od to nie tylko miły gest, ale wręcz obowiązek. Kelnerzy, taksówkarze, kierowcy czy osoby sprzątające często liczą na dodatkowy zastrzyk gotówki od turystów. Ci, którzy nie znają tych zasad, często mierzą się z niezręcznymi sytuacjami.

Dariusz, który podróżował statkiem wycieczkowym, w rozmowie z Onetem wspomina, że „na koniec rejsu dostali listę pięciu osób z obsługi i dokładne kwoty, które trzeba im dać”. – Kwota gotówki nas powaliła. Dobrze, że mieliśmy ją ze sobą – mówi.

Inny turysta z Polski, Bartłomiej, opowiada z kolei o grupie, która długo czekała na zamówione posiłki. Gdy je otrzymali, okazało się, że smakowały przeciętnie. Polacy postanowili nie zostawić napiwku – spotkali się jednak z oburzeniem obsługujących ich kelnerki.

Są jednak sytuacje, w których nawet Amerykanie mówią „dość”. Dariusz wspomina swoją wycieczkę minibusem z Las Vegas do Hollywood. – Niestety była kiepsko zorganizowana, a kierowca okazał się ignorantem. Zniesmaczeni byli wszyscy, zarówno my, jak i Amerykanie. Postanowili, że nie dadzą mu ani grosza. I też tak zrobili – opowiada. Dodaje, że kierowcy bardzo się to nie spodobało. Gdy rozwoził wycieczkowiczów, burzył się i komentował ich decyzję.

Turystyczne wpadki to standard. Także w Europie

Nie trzeba lecieć za ocean, by natknąć się na tego typu niezręczne sytuacje. Z jednąz nich musiał zmierzyć się Krzysztof. Dziennikarzom Onetu opowiada o wizycie w prawie pustej restauracji w Pradze. Po długim oczekiwaniu na menu otrzymali „paluszki własnej roboty”, które ze względu na podejrzany zapach nie zachęcały do degustacji. Kolejne dania były letnie lub zimne, a deser wieńczyła bita śmietana z puszki.

Największe zdziwienie – i niesmak – pojawił się przy regulowaniu rachunku. Kelnerka doliczyła opłatę za „full serwis” mimo że turyści większości dań nie tknęli. Zapytana, czy dodatkowa kwota dotyczy jakości serwisu, zaniemówiła. – Twarz purpurą zlana. Usunęła dodatkowe opłaty, po czym... zablokowała terminal i odeszła – opisuje Krzysztof.

Po 30 minutach oczekiwania na terminal sytuację uratował kucharz. -Pan się przedstawił i przeprosił za to, co nas spotkało (...). Skasował nas tylko za kawę, a resztę darował w ramach przeprosin, czyli można i warto zwracać uwagę – relacjonuje.

Polacy a lokalne zwyczaje. Na co warto zwrócić uwagę?

Nieznajomość kultury może prowadzić do poważniejszych problemów. Grzegorz, pracownik branży turystycznej, mówi, że wielokrotnie najadł się za rodaków wstydu.

– W restauracji w Kazachstanie do rachunku doliczane z automatu było 10 procent za obsługę. Grupa awanturowała się, bo nie usłyszała wcześniej tej informacji. W Jerozolimie inna wycieczka była oburzona... brakiem wieprzowiny w żydowskiej restauracji, a para w podróży poślubnej do Abu Zabi weszła do meczetu, trzymając się za ręce. Gdyby nie ja, mieliby poważne problemy – opowiada.

Z najbardziej szokującą sytuacją spotkał się w Tbilisi. Na drzwiach meczetu pojawiła się kartka po polsku: zakaz wstępu dla Polaków. Powód? – Wchodzą w butach z alkoholem, czasem nawet się pary całują – tłumaczy Grzegorz i radzi, żeby będąc za granicą pamiętać, że jest się tam tylko gościem. – Musisz dostosować się do zasad i reguł obowiązujących u gospodarza – kończy.

Czytaj też:
Kapadocja w Warszawie. Niebo zaleją kolorowe balony
Czytaj też:
Wakacje w Egipcie zagrożone? Władze wydały dwa oświadczenia

Opracowała:
Źródło: Onet.pl