Widok Jeziora Klimkowskiego z tygodnia na tydzień staje się coraz bardziej niepokojący. Akwen, który jest jedną z największych atrakcji Beskidu Niskiego, wyraźnie traci wodę, a wzdłuż brzegów odsłaniają się kolejne fragmenty dna. W niektórych miejscach można zobaczyć nawet pozostałości dawnych dróg i terenów zalanych podczas budowy zbiornika. Choć wiosenne opady przyniosły chwilową poprawę, nie wystarczyły, by zatrzymać spadek poziomu wody.
Jezioro Klimkowskie znika, a opadów brakuje
Według danych przytaczanych przez „Gazetę Krakowską” w Zalewie Klimkówka (Jezioro Klimkowskie) pozostało obecnie około 5,17 mln metrów sześciennych wody. To już bardzo blisko poziomu 5 mln, którego przekroczenie byłoby kolejnym wyraźnym sygnałem pogłębiającej się suszy. Jeszcze wiosną, po okresach bardziej intensywnych opadów ilość zgromadzonej wody była ponad dwukrotnie większa. Wtedy wszyscy mieli jeszcze nadzieję na odwrócenie trendu i powrót świetności słynnej atrakcji.
Sytuację pogarsza fakt, że Klimkówkę zasila rzeka Ropa, a jej przepływ podczas długich okresów bez deszczu szybko maleje. Lokalnie pojawiające się burze nie są w stanie tego zmienić. Niestety, do wyraźnego odbudowania poziomu jeziora potrzebne byłyby regularne i długotrwałe opady na znacznie większym obszarze.
Problem dla turystyki, ale nie tylko
Niski poziom wody w Klimkówce ma znaczenie przede wszystkim dla gospodarki wodnej regionu. Zbiornik pełni ważną funkcję retencyjną i pomaga zarówno w czasie suszy, jak i przy gwałtownych opadach. Jednocześnie jego kondycja wpływa oczywiście na atrakcyjność turystyczną okolic i całego Beskidu Niskiego. Kluczowa ma okazać się teraz pogoda we wrześniu i październiku. Jak pisze „Gazeta Krakowska”, jeśli jesień nie przyniesie większych opadów, ilość wody w zbiorniku może spaść poniżej 5 mln metrów sześciennych.
Czytaj też:
Spokojniejsze niż Morskie Oko, a równie pięknie. Tu turyści zaglądają rzadziej Czytaj też:
Europejskie jezioro wysycha. Na jaw wychodzi wiele skarbów
