Problematyczna sytuacja panuje w Sobieszewie na Wyspie Sobieszewskiej. Mowa o uroczym miejscu, będącym częścią Gdańska, znajdującym się w bezpośrednim sąsiedztwie Mierzei Wiślanej. Co roku turyści przyjeżdżają tam na wakacyjny wypoczynek, by odetchnąć od centrum Trójmiasta, ale też, by zobaczyć foki na żywo w Rezerwacie Mewia Łacha.
To właśnie w Sobieszewie popularne są rejsy, podczas których obserwuje się te zwierzęta z bliska. Ostatnio zamiast spokojnej atmosfery królują tam nerwy i oskarżenia, a w sprawę angażuje się nawet policja.
Rejsy na foki w Sobieszewie. Wybuchła afera
Komunikaty o trudnej sytuacji pojawiły się na facebookowej stronie „Wyspa Sobieszewska Grupa Sąsiedzka”. Sprawę nagłaśnia dziennikarz Maciej Naskręt m.in. na platformie X. Mężczyzna pisze o działaniach jednego z organizatorów rejsów, które pozostali przedsiębiorcy odbierają jako nieuczciwą konkurencję.
„Ulotki przez okno. Nagabywanie przy wjeździe. Opowieści o najlepszych„ łodziach. Sugestie, że do innych nawet nie ma po co iść. A w tle miejscowi rybacy, którzy mówią wprost: chcieliśmy tu pracować normalnie, a ktoś zaczął rozstawiać wszystkich po kątach” – czytamy we wpisie na profilu @MaciejNaskret w X i na Facebooku.
Wiele wskazuje na to, że w Sobieszewie trwa żywa walka o uwagę turystów i pieniądze. Niektórzy mają próbować zdobyć to za wszelką cenę. Sytuację potwierdzają w komentarzach osoby pochodzące z okolicy. Niektórzy nie kryją oburzenia sprawą.
„To prawda, jeden z przewoźników chce mieć monopol na te rejsy”., „O matko, co tu się dzieje w tej tylko z pozoru spokojnej wsi” – czytamy w sekcji komentarzy na facebookowej grupie.
Trudna sytuacja przewoźników
Przez ostatnie lata atmosfera była spokojna. W Sobieszewie rejsy organizowało kilku tych samych przewoźników, żyjących ze sobą w zgodzie i dzielących się klientami. Z relacji niektórych wynika, że sytuacja zmieniła się w 2025 roku, gdy na miejscu pojawił się zupełnie nowy przedsiębiorca, chwalący się najlepszym sprzętem i ofertą idealną. Siła marketingu natychmiast dała się we znaki – wszędzie zaroiło się od ulotek jednej osoby, a także naganiaczy.
„My chcemy tutaj pracować w spokoju i harmonii, a przychodzi ktoś z zewnątrz i próbuje nas rozstawiać po kątach” – mówił jeden z rybaków, do którego dotarli dziennikarze z wbijamszpile.pl.
Wspominał także o zamieszaniu. Przewoźnik miał słyszeć, jak konkurencja straszy turystów, że inni mają gorsze jednostki, co mijało się z prawdą. Mimo to strategia oczerniania ma działać, i to skutecznie.
Zorganizowali prowokację
Dziennikarze na własnej skórze chcieli przekonać się o tym, jak wygląda sytuacja i pojechali na miejsce. Postanowili udawać ludzi, którzy mają dowozić turystów z gdańskich hoteli na rejsy. Z ich relacji wynika, że gdy tylko pojawili się w Sobieszewie, do udziału w rejsie na foki nakłaniało ich dziecko, które później dostawało pieniądze za takie działania.
Ich rozmowy z różnymi przewoźnikami potwierdziły, że na miejscu dochodzi do awantur, co może być zaskoczeniem dla przyjeżdżających turystów. Okazuje się, że tuż przy wjeździe na miejsce, możemy być zasypani ulotkami i pomyślimy, że promują one jedyną możliwą usługę.
W dobie tego problemu, zanim kupimy bilety na rejs, warto zawsze sprawdzić, kto najlepiej zna dany akwen, ma doświadczenie i potrafi prowadzić rejsy na foki z szacunkiem.
Nic nie wskazuje na to, by problem szybko miał zniknąć. Dobrze, by turyści mieli jednak świadomość, jak wygląda sytuacja i, że mogą korzystać z wielu opcji. „Tu jest już tak nerwowo, że ktoś powinien w końcu przyjechać i to uporządkować” – brzmią głosy przewoźników.
Czytaj też:
Odwiedziłam mało znaną wyspę Gdańska. Tu da się patrzeć na morze i rzekę jednocześnie Czytaj też:
Fok nad Bałtykiem nie brakuje. Wiemy, gdzie można je spotkać
