Polak o świętach na Grenlandii. „Pierogi polali sosem z renifera”

Polak o świętach na Grenlandii. „Pierogi polali sosem z renifera”

Dodano: 
Boże Narodzenie na Grenlandii
Boże Narodzenie na Grenlandii Źródło: Adam Jarniewski/Poznaj Grenlandię
Boże Narodzenie w różnych zakątkach świata obchodzone jest na inne sposoby. Wyjątkowy wymiar mają one blisko bieguna północnego. O uroku świąt na Grenlandii porozmawialiśmy z Adamem Jarniewskim, który na skutą lodem północ ruszył 16 lat temu z powodu miłości.

Na przestrzeni lat Adam, jego żona Birthe, a także ich trzy córki spędzali w Polsce wakacje. Jednak dopiero w tym roku udało im się przyjechać na kilka jesienno-zimowych miesięcy, aby zobaczyć, jak wygląda codzienność z dala od mroźnej i śnieżnej Grenlandii.

Klaudia Zawistowska, Wprost.pl: Jak wam się spodobała polska zima?

Adam Jarniewski, nauczyciel, prowadzący profil Poznaj Grenlandię, autor książki „Nie mieszkam w igloo”: Jak jest zimno, to jest fajnie, ale były też takie dni, kiedy była chlapa, a to jednak bardzo męczy. Na Grenlandii powietrze jest suche i tego zimna się tak nie odczuwa, a jak jest wilgoć, to te temperatury odczuwa się zupełnie inaczej. Teraz w Poznaniu nie ma prawie śniegu, a na północy było go całkiem sporo. Ładnie to wyglądało, zwłaszcza te przysypane drzewa. Ale niestety ten śnieg paraliżuje ruch. Mieliśmy kilka sytuacji, kiedy autobusy nie mogły wyjechać z jego powodu.

A jak na polską zimę zareagowała twoja żona? Z tego, co widziałam w mediach społecznościowych, chyba już nie jest zwolenniczką przeprowadzki do Polski?

Rzeczywiście, kilka razy wspominała, że chętnie zamieszkałaby w Polsce, a ten pobyt był takim testem. Nie do końca wiedziała, jak wygląda tutaj codzienność, bo zawsze przyjeżdżaliśmy w wakacje, kiedy wszyscy mieli dla nas czas, było fajnie i ciepło. Teraz zobaczyła trochę tego „polskiego kieratu”, doświadczyła jesieni i przekonała się, że nie wszystko jest takie kolorowe. Kiedy szliśmy ulicą w Elblągu, na termometrze było 0℃ i musieliśmy brnąć przez roztapiający się śnieg, przyznała, że mieszkanie na Grenlandii wcale nie jest takie złe.

Ten wyjazd był jednak bardzo fajny dla dzieci, bo poznały Polskę. Dla mnie jednak ważne było, żeby dzieci jedną nogą stały w obu tych kulturach. Dodatkowo Birthe każdego dnia coraz lepiej radzi sobie z polskim, bo to jedyny sposób, żeby mogła porozmawiać z moją mamą.

Czytaj też:
Celnicy ostrzegają. Nie podróżuj w świątecznym swetrze

Takie wychowanie w dwóch kulturach nie jest chyba łatwe?

Owszem, nie jest. Ja miałem szczęście z najstarszą córką, bo w Polsce miała kuzynkę w podobnym wieku. Ale kiedy jestem na Grenlandii sam, a dzieci na co dzień nie używają tego języka, nie bawią się z innymi, którzy używają polskiego, jest to naprawdę niełatwe zadanie. Dodatkowo przy jednym rodzicu jest to o wiele trudniejsze. Nigdy też nie zmuszałem dzieci do mówienia po polsku. Nawet jak najstarsza córka odpowiadała mi w innych językach, to nie miałem z tym żadnego problemu.

facebook

Zbliżają się święta, a wy jesteście w Polsce. Planujecie tutaj spędzić Boże Narodzenie?

Tak, zostajemy na święta, ale zaraz po nich wracamy do siebie. 28 grudnia mamy lot powrotny do Danii, gdzie spędzimy dwa dni z najstarszą córką, która obecnie się tam uczy. Później lecimy na Grenlandię, a ona wróci do szkoły w pobliżu Kopenhagi. Ponownie spotkamy się pewnie dopiero w wakacje.

Jak wyglądają święta na Grenlandii w kwestii podejścia religijnego? Dominuje tam jednak luteranizm, w którym nie ma kultu maryjnego. Dostrzegasz jeszcze jakieś znaczące różnice?

facebook
Źródło: WPROST.pl