Polacy znaleźli nowy sposób, by zarobić. Kwitnie „turystyka kaucyjna”

Polacy znaleźli nowy sposób, by zarobić. Kwitnie „turystyka kaucyjna”

Dodano: 
Kolejka do butelkomatu w Lidlu
Kolejka do butelkomatu w Lidlu Źródło: Jowita Flankowska
Za granicą na zwrotach butelek można zarobić więcej. Polacy korzystają z tej metody m.in. na Słowacji.

Polacy z przygranicznych miejscowości coraz częściej jeżdżą na Słowację, by oddać tam butelki z oznaczeniami kaucyjnymi. Okazuje się bowiem, że niektóre firmy produkujące swoje wyroby dla kilku rynków równocześnie, umieszczają na opakowaniach więcej niż jeden symbol. „Obok polskiego oznaczenia pojawia się słowackie »Z«, węgierski znak lub logo systemów litewskiego i łotewskiego” – pisze Fakt. Czasami za granicą za zwrot plastiku i puszek można zarobić więcej – na jednym kursie sprytni „turyści” są w stanie zyskać nawet 35 złotych.

Polacy oddają butelki na Słowacji

W Polsce na oddaniu jednej butelki do automatu zwrotnego można zarobić 50 groszy. W innych krajach Europy, gdzie w poprzednich latach również wprowadzono system kaucyjny, te stawki mogą się jednak różnić. I tak na Litwie za jedno opakowanie dostaniemy „jedyne” 43 grosze, a na Słowacji aż 64 grosze.

To składnia niektórych zaradnych mieszkańców przygranicznych miejscowości do szybkich wycieczek do najbliższego sklepu u sąsiada. „Turystyka kaucyjna” opłaca się jednak tylko w przypadku zebrania sporych zapasów pustych opakowań zwrotnych. Wtedy na jednej takiej "podróży" można zarobić ok. 35 złotych (przy oddaniu około 160 butelek).

Zagrożenie dla szczelności systemu

Jak napisał w niedawnym poście na Linkedin Krzysztof Hornicki, dyrektor ds. ochrony środowiska w OK Operator Kaucyjny S.A., to pewne zagrożenie dla szczelności systemów kaucyjnych. „Wprowadzanie do obrotu w różnych krajach napojów w opakowaniach kaucyjnych posiadających te same kody EAN nie powinno mieć miejsca” – czytamy. To jednak oczywista korzyść dla producentów, którzy nie muszą przygotowywać dedykowanych opakowań dla każdego rynku dystrybucji.

Na razie nie istnieją żadne przepisy, które by to regulowały. Litwini mogą więc do woli przyjeżdżać z butelkami do Polski, a Polacy szukać dodatkowych oszczędności na Słowacji, jeśli tylko znajdą a taką szybką podróż wolny czas.

Czytaj też:
Bezsilność Polaków. Co z kaucją w pociągach? Nic
Czytaj też:
Zakopane chce przyciągnąć luksusem. Stawia na turystów z tego kraju

Opracowała:
Źródło: gazetawyborcza.pl/fakt.pl/Krzysztof Hornicki