Polacy nagle wylądowali 1500 km od celu. W samolocie zabrakło paliwa

Polacy nagle wylądowali 1500 km od celu. W samolocie zabrakło paliwa

Dodano: 
Samolot
SamolotŹródło:Shutterstock
To była szybka i niespodziewana akcja. Polscy turyści mieli dolecieć na Wyspy Zielonego Przylądka, jednak plany pokrzyżowała im pogoda. Pilot wylądował na Gran Canarii.

Choć z Wysp Zielonego Przylądka na Wyspy Kanaryjskie jest dość daleko, to pilot podjął decyzję, by wylądować właśnie na Gran Canarii. O przykrym incydencie poinformował jeden z polskich pasażerów. Swoją historią podzielił się z portalem nakanarach.pl. Okazało się, że Polacy zamiast siedmiu godzin lotu, otrzymali aż dziewięć, a wszystkiemu winien był wiatr.

Polacy wylądowali na Kanarach. Pilot nagle musiał przerwać lot

Do sytuacji doszło podczas podróży z Warszawy lotem czarterowym linii Smartwings na Wyspy Zielonego Przylądka. Turystami byli klienci biura Itaka. Ci skorzystali z egzotycznej destynacji znajdującej się na Oceanie Atlantyckim, 450 km na zachód od afrykańskiego wybrzeża. Od Wysp Kanaryjskich i wspomnianej Gran Canarii dzieli ją prawie 1500 km i Ocean Atlantycki, jednak to właśnie na nich wylądowali Polacy.

Incydent był związany z silnym wiatrem. Pilot niespodziewanie poinformował podróżnych, że samolot zużył więcej paliwa niż zwykle i dlatego natychmiast musi wylądować. Ten nieplanowany postój znacznie wydłużył lot. Turyści, zamiast spędzić na pokładzie 7 godzin, mieli za sobą około 9-godzinną podróż.

Polacy niezadowoleni. Itaka wyjaśnia

Choć niespodziewana sytuacja zdenerwowała turystów z Polski, niewiele dało się z tym zrobić. Tym razem mowa o incydencie totalnie niezależnym od przewoźnika. Wielokrotnie zdarzało się, że przez złe warunki pogodowe linie całkowicie odwoływały połączenia lub musiały zrobić przerwę w locie. Przykładowo rok temu kadłub i skrzydła jednej z maszyn zniszczyło gradobicie. Awaryjnie musiał lądować samolot lecący z Mediolanu do Nowego Jorku.

Do sprawy związanej z podróżą Smartwings na Wyspy Zielonego Przylądka odniosła się sama Itaka, która organizowała wycieczkę. „To normalna procedura przy niesprzyjającej pogodzie jak np. wiatry” – informowała media Ewa Maruszczak ze wspomnianego biura podróży. Okazało się, że lądowanie na tankowanie paliwa w samolocie było zgodne z procedurami bezpieczeństwa i konieczne – po drodze nie byłoby już żadnego lotniska. Ostatecznie po dłuższej przerwie wszyscy dotarli tam, gdzie zakładano.

Czytaj też:
Nagle samolot zaczął się dziwnie zachowywać. W kokpicie pękło okno
Czytaj też:
Załoga usłyszała wołanie o pomoc spod pokładu. Przeszukano wszystkie bagaże

Opracowała:
Źródło: NaKanarach.pl