Niezwykłe, choć nieco przerażające malowidła ozdobiły wzgórza w Marczycach na Dolnym Śląsku, co w ostatnich dniach wywołało prawdziwą burzę w sieci. Za projektem skalnych czaszek stoi Tomasz Miroszkin, artysta z Jeleniej Góry, który efekty swojej pracy udostępnił w mediach społecznościowych. Na reakcje nie trzeba było czekać. Internauci z różnych części Polski zastanawiają się, czy w tym przypadku nadal mamy do czynienia ze sztuką, czy wandalizmem.
Wzgórze Czaszek na Dolnym Śląsku
Wzgórze w Marczycach, niewielkiej wsi obok położonej w powiecie karkonoskim Sosnówki, zostało pokryte czarną farbą. Tym samym stos olbrzymich kamieni zamienił się w skupisko wielkich namalowanych czaszek. Projekt Skull Hill (Wzgórze Czaszek) autorstwa Tomasza Miroszkina w zlokalizowanych na obszarze Karkonoszy Górach Olbrzymich wzbudził olbrzymie zainteresowanie wśród internautów, którzy nie do końca potrafią zająć wspólne stanowisko wobec nowej dolnośląskiej atrakcji.
Największym zarzutem wobec twórcy jest niszczenie malowniczego terenu górskiego (choć Wzgórze Czaszek, podobnie jak wiele innych antropogenicznych atrakcji znajduje się już poza granicami Karkonoskiego Parku Narodowego). „Przyroda ma to do siebie, że im mniej ingerencji człowieka, tym piękniejsza... Nie rozumiem, po co to zostało zrobione. Jeszcze zaraz się okaże, że się znajdą naśladowcy” – uważa jedna z osób, której komentarz znalazł się w artykule Gazety Wyborczej. „Wandalizm, nawet jeśli to spłynie... Przykro, że nadal nie potrafimy uszanować natury kosztem taniej sensacji” – uważa inna osoba.
Niektórym podoba się nowa atrakcja
Nie wszyscy są tak negatywnie nastawieni do tymczasowej ekspozycji. W gąszczu krytyki nie brakuje głosów zachwytu nad pomysłem i wykonaniem. „Wygląda mega! Ciekawi mnie szukanie wandalizmu w tej sztuce. Czy chodzi o te parę kropli farby, która może spłynąć w czasie deszczu, bo na samą skałę raczej negatywnego wpływu nie ma. Co innego byłoby w przypadku drzewa, ale skała raczej nie płacze z tego powodu” – czytamy. Co na to wszystko sam autor? W swoich postach na Facebooku przyznaje, że jest zaskoczony niespodziewanym rozgłosem. „Bardzo dziwią mnie zarzuty o toksyczność farb. Przecież wszystko dookoła nas jest pomalowane, od samochodów, przez meble, przedmioty codziennego użytku, a nawet kubki, z których pijemy” – uważa. Jak tłumaczy, do stworzenia muralu użył farb nietrujących i rozpuszczalnych.
Czytaj też:
Renowacja kultowej atrakcji Rzymu w toku. Obok powstał specjalny basenCzytaj też:
Nowa atrakcja w niedocenianym polskim mieście. Zachwyci fanów sztuki