Już za kilka miesięcy na turystów odwiedzających Dolomity będą czekać poważne zmiany. Jak podaje Corriere della Sera, gminy Val Gardena i Val Badia zapowiadają utworzenie strefy ograniczenia ruchu na dużych wysokościach. To oznacza surowe limity, które mogą wynieść nawet 150 samochodów na dobę. Wszystko po to, by zminimalizowac konsekwencje nadmiernej turystyki dla środowiska i mieszkańców górskich wiosek.
Ograniczenia ruchu w Dolomitach
Przełęcz Gardena w Dolomitach może wkrótce stać się strefą, do której nie wjadą wszyscy. Wszystko przez limity dla ruchu samochodowego, które mają zostać wprowadzone przez gminy Val Gardena i Val Badia, i to już w maju 2027 roku. To reakcja na liczbę turystów, która w szczycie sezonu między miejscowościami Selva i Corvara wynosi nawet 11 tysięcy osób dziennie. „Krystalicznie czyste powietrze Dolomitów pachnie spalinami” – pisze Corriere della Sera.
Według rozwiązania, którego wprowadzanie i testowanie rozpocznie się już we wrześniu tego roku, zielone światło na wjazd na teren przełęczy otrzymają tyko mieszkańcy, pracownicy i goście górskich hoteli. „Dla pozostałych dostęp do przełęczy będzie przywilejem: gmina będzie oferowac tylko 150 miejsc parkingowych, rezerwowanych wyłącznie online” – czytamy. Pozostali będą musieli pogodzić się z ogromnymi objazdami, korzystając z przełęczy Sella i Pordoi, lub polegać na transporcie publicznym.
Nie wszyscy pochwalają ten pomysł
Obok głosów zachwytu nad tym rozwiązaniem czas częściej pojawiają się jednak wątpliwości. Carlo Alberto Zanella, prezes organizacji CAI Alto Adige oferującej kursy narciarstwa wysokogórskiego, twierdzi, że to zwrot w kierunku promowania turystyki ekskluzywnej kosztem zwykłych podróżników o mniejszym budżecie. „Nie chciałbym, aby tylko zamożni goście hotelowi mogli korzystać z przełęczy. Ta strefa ograniczonego ruchu maskuje selektywną, elitarną turystykę, której nie lubię” – uważa Zanella.
Czytaj też:
Nowe ograniczenia w bagażu podręcznym. Obowiązują na całym świecieCzytaj też:
Koniec bezpłatnego wstępu dla turystów. Europejski kraj chce zmian
