Afera w pociągu regionalnym. Kupił bilet na rower, a nie mógł pojechać

Afera w pociągu regionalnym. Kupił bilet na rower, a nie mógł pojechać

Dodano: 
Koleje Śląskie
Koleje Śląskie Źródło: Shutterstock
Czy posiadanie ważnego biletu na przejazd pociągiem zawsze uprawnia nas do podróży? Okazuje się, że czasem możemy zostać wyproszeni.

Podróżowanie pociągiem z rowerem jest bardzo popularne. PKP Intercity oferuje specjalne przedziały i haki na jednoślady, a przewoźnicy regionalni chwalą się rowerowymi przedziałami, zapięciami i także umożliwiają ich przewóz. Choć zwykle wyprawy tego typu przebiegają bez zarzutu, 26 maja pojawił się problem w Kolejach Śląskich.

Nerwowa podróż z rowerem Kolejami Śląskimi

Jeden z mieszkańców Katowic wybrał się w podróż z rowerem do Bielska-Białej i choć miał obowiązkowy bilet, spotkał się z niespodziewaną reakcją przewoźnika. W jedną stronę dotarł do celu bez problemu, z powrotem pojawiły się komplikacje.

Do poszkodowanego pasażera dotarli dziennikarze Faktu.pl. Mężczyzna poinformował, że kupił bilet w aplikacji na pociąg + zastępczą komunikację autobusową, bo okazało się, że z powodu remontu w Tychach na jednym z fragmentów trasy trzeba się przesiąść na autobus. Problem pojawił się właśnie w autokarze.

Gdy mężczyzna próbował wrócić z Bielska-Białej do Katowic i około godziny 22 wysiadł w Tychach, by przejść na komunikację zastępczą, został poinformowany, że do autobusu go nie wpuszczą, gdyż miejsca zajmuje wycieczka z walizkami. Nie pomogło to, że miał wcześniej opłacone miejsce. Sytuacja wywołała oburzenie turysty, a skończyło się na awanturze, interwencji policji, a nawet sprawie w sądzie.

Awantura z udziałem rowerzysty i przewoźnika

Nie pomogła rozmowa z kierowcą i okazanie biletu na przejazd, ale klient Kolei Śląskich nie zamierzał odpuścić, walcząc o swoje. — „Oświadczyłem, że ten autobus beze mnie nie odjedzie. Zapłaciłem jak każdy i chcę wrócić do domu. Było po 22.00” — mówił "Faktowi" mężczyzna. Okazało się, że zablokował wyjazd, by kierowca nie mógł ruszyć z miejsca. To właśnie w tamtym momencie na miejsce wezwano policję, a ta chciała ukarać podróżnika mandatem w wysokości 250 zł, którego ten nie przyjął. Sprawa ma zostać rozstrzygnięta w sądzie.

Mundurowi jednocześnie poinformowali mężczyznę, że ten może ubiegać się o reklamację od Kolei Śląskich i że takie rozwiązanie byłoby lepsze niż blokowanie ulicy.

„Ten autobus nie był przystosowany do przewożenia roweru. W przypadku nagłego hamowania rower mógłby się przemieścić i doprowadzić do zagrożenia dla pasażerów” — wyjaśniał asp. Mateusz Drobek z Komendy Miejskiej Policji w Tychach.

Sytuacja wydaje się problematyczna zarówno dla pasażera, jak i przewoźnika, gdyż pojawia się pytanie, dlaczego sprzedawane są miejsca rowerowe na podróż autobusem, jeśli ostatecznie nie można z nich skorzystać. Przypomnijmy, w pociągach Kolei Śląskich obowiązuje stała, ryczałtowa opłata za bilet na rower, która wynosi 8,50 zł.

Zostawienie kogoś bez możliwości szybkiego powrotu do domu, zwłaszcza w porze nocnej, może wywołać kontrowersje. „Nie chodzi o zwrot pieniędzy. Chodzi o to, jak traktuje się pasażera” – podsumowywał poszkodowany. Ostatecznie do domu dotarł kolejnym autobusem około półtorej godziny później.

Czytaj też:
Zły wagon, rowery na siedzeniach i biegi. Taką podróż zafundowało mi PKP Intercity
Czytaj też:
Pociągi dojadą do jeziora u stóp polskich gór. To może być wakacyjny hit

Opracowała:
Źródło: fakt.pl/