Początkowo o niedoborach paliwa słyszeliśmy głównie na Kubie. Od miesięcy pojawiały się informacje, że zamiast samochodów na ulicach można zobaczyć dorożki, a loty są wstrzymywane. Kryzys już dawno dotyka też Sri Lanki. Aktualnie po zaostrzeniu konfliktu na Bliskim Wschodzie braki paliwowe coraz częściej zauważane są w Europie. Turystyczne miejsca typu Włochy czy Hiszpania stosują rygorystyczne podejście wykorzystania benzyny. Jedna z budżetowych linii pierwsza podjęła bardzo radykalny krok. Chce dopłat do biletów od turystów.
Linia lotnicza reaguje na kryzys paliwowy
Hiszpańska Volotea od lat łączy małe i średnie miasta Europy i oferuje tanie bilety. Cieszy się przy tym sympatią i powodzeniem. Teraz jako pierwsza linia w Europie żąda od pasażerów tzw. dopłat paliwowych z powodu pogłębiającego się kryzysu w cieśninie Ormuz. Co ciekawe nie chodzi o podwyżkę cen miejsc dostępnych w sprzedaży, ale też tych, które już kupiono wcześniej za mniejsze pieniądze.
Turyści zaczęli otrzymywać powiadomienia, że muszą dopłacić do zakupionego już biletu od 7 do 14 euro, czyli do 60 zł na jeden odcinek trasy. Brak zgody na nowe zasady ma oznaczać anulowanie miejsca na pokładzie.
Linia powołuje się na regulamin, z którego można wyczytać, że w przypadku nadzwyczajnych okoliczności – nagły wzrost cen paliwa można do nich zaliczyć – może dostosować ceny lotów do nowej sytuacji.
Turyści reagują na dopłaty do biletów
Dodatkowe opłaty obejmują wybrane połączenia już od 16 marca, a to czy będą dotyczyły wszystkich tras, ma zależeć od dalszego rozwoju sytuacji. Turyści są uprzedzani o obowiązku dopłacenia najpóźniej na 7 dni przed odlotem i za każdym razem mogą się zgodzić, zmienić datę wylotu lub bezpłatnie anulować rezerwację.
Z danych przekazywanych przez przewoźnika Volotea wynika, że mimo problemów aż 97 proc. spośród klientów postawionych przed wyborem zdecydowało się dopłacić i kontynuować podróż.
Inne linie w Europie mają swoje sposoby reagowania na kryzys. Przykładowo, PLL LOT dostosowuje siatkę lotów do nowej sytuacji. Z informacji przekazywanych przez rzecznika 8 kwietnia wynika m.in. że linia stosuje tzw. tankering, czyli tankowanie do pełna na lotnisku bazowym, by nie ryzykować braku możliwości dotankowania na lotnisku docelowym.
Czytaj też:
Lotnictwo w tarapatach. Kryzys uderzy w Polskę? Minister zabiera głosCzytaj też:
Kryzys na popularnej wyspie. Polak: To bardzo zły moment na wycieczkę
