Rewolucja na trasie do Morskiego Oka. Konie odciążone, fiakrzy wściekli

Rewolucja na trasie do Morskiego Oka. Konie odciążone, fiakrzy wściekli

Dodano: 
Konie nad Morskim Okiem
Konie nad Morskim Okiem Źródło: Shutterstock / Lazy_Bear
Na trasie do Morskiego Oka szykuje się prawdziwa rewolucja. Wszystko w trosce o dobrostan koni. Przeciwko nowym rozwiązaniom protestują lokalni fiakrzy.

Wiosną tego roku ma się rozpocząć kolejny etap wdrażania nowych zasad transportu do Morskiego Oka. Zgodnie z nowymi regulacjami, konie nie będą pokonywać całej trasy. Zwierzęta mają ciągnąć wozy przez pierwszy, łagodniejszy odcinek ok 2,5 km.

Morskie Oko. Rewolucja w transporcie konnym. Nowe fakty

Następnie turyści będą się przesiadać do elektrycznych autobusów. Ponadto, dotychczasowe ciężkie wozy mają zostać zastąpione znacznie lżejszymi bryczkami. Wszystko w trosce o dobrostan zwierząt.

W ostatnich latach na trasie do Morskiego Oka wielokrotnie dochodziło do skandalicznych incydentów. Konie były zmuszane do pracy ponad swoje siły, często w trudnych warunkach pogodowych. Czarę goryczy przelała śmierć konia Jordka.

Szymon Ziobrowski z Tatrzańskiego Parku Narodowego wyjaśniał na łamach Onetu, że docelowo to właśnie pojazdy elektryczne mają stać się alternatywą dla transportu konnego. Zastrzegł jednak, że skrócenie trasy pokonywanej przez zwierzęta zostanie wprowadzone dopiero wtedy, gdy system elektryczny będzie działał sprawnie pod względem technicznym i organizacyjnym. Aktualnie TPN dysponuje kilkoma busami.

Rewolucja na trasie do Morskiego Oka. Fiakrzy protestują

Przeciwko zmianom na trasie do Morskiego Oka stanowczo protestują lokalni fiakrzy. W odpowiedzi na krytykę z ich strony, władze TPN przekazały, że otrzymają oni część wpływów ze sprzedaży biletów na autobusy elektryczne. Wozaków jednak to nie przekonuje i nadal upierają się nad utrzymaniem obecnych zasad.

– Ministerstwo i park chcą nas oszukać. Ustalenia mogą zostać zmienione w ostatniej chwili i elektryczne busy przejmą całość przewozów. Od wiosny wszystkich nas czeka bezrobocie – komentował w rozmowie z Onetem jeden z fiakrów.

Tymczasem Szymon Ziobrowski z TPN podkreślił, że część wozaków zachowa pracę, ponieważ będą potrzebni kierowcy do obsługi busów elektrycznych. Dodał, że nie ma planów oddania transportu zewnętrznej firmie spoza Podhala.

Czytaj też:
Hiszpan zachwycony Polską. „To najpiękniejsze miasta w Europie”
Czytaj też:
Zakopane świeci pustkami? Górale narzekają na turystów

Opracowała:
Źródło: Onet.pl