Turyści wracają do „kurortu widmo” nad Bałtykiem. Przez lata stał zapomniany

Turyści wracają do „kurortu widmo” nad Bałtykiem. Przez lata stał zapomniany

Dodano: 
Prora nad Bałtykiem
Prora nad Bałtykiem Źródło: Shutterstock / Rudolf_Prchlik
Opuszczony kurort nad Bałtykiem przeżywa renesans. Wcześniej przez kilkadziesiąt lat nie przyjechał tu żaden turysta.

Były nazistowski kurort na słynącej z wysokich klifów wyspie Rugia przez lata popadał w ruinę. „Miasto duchów” w Binz w ostatnich latach zmienia jednak swoje oblicze. Kompleks Prora powstały w latach 1936-1939 w celu zapewnienia niemieckim robotnikom tanich wakacji nad Bałtykiem, dziś częściowo odcina się od historii, podążając za nowoczesnymi trendami. „Prora przyciąga inwestorów i turystów, oferując ekskluzywne apartamenty oraz hotele. W 2019 roku w pełni odnowiono kilka budynków, a mieszkania w Prorze stały się jednymi z najbardziej pożądanych nieruchomości nad Bałtykiem” – pisze magazyn WhiteMAD.

Nazistowski kurort na wyspie nad Bałtykiem

Prora miała być wizytówką III Rzeszy – osiem budynków rozciągających się spektakularnie na długości ośmiu kilometrów według założeń miało być przeznaczony dla nawet 20 tysięcy niemieckich robotników. Kurort nigdy nie został jednak ukończony. Nigdy też nie był użytkowany zgodnie ze swoim przeznaczeniem – ani w trakcie wojny, kiedy jeden z budynków zamieszkiwali uchodżcy, ani po wojnie, kiedy znajdowały się tu koszary. Dopiero po 2011 roku, gdy części kompleksu otwarto schronisko młodzieżowe, przyjechali tu pierwsi turyści.

Turyści powracają do Prory

Na miejscu jest kilka muzeów historycznych: tzw. Muzeum Mili (Museumsmeile), Centrum Dokumentacji Prora czy muzeum Muzeum NAL. W ostatnich latach jednak, po latach degradacji, powoli robi się tu nowocześnie i luksusowo. Budynki przechodzą renowacje, a w ofercie pojawiają się pierwsze apartamenty i lepsze hotele. Inwestorów przyciąga m.in. bliskość linii brzegowej i otoczenie pasa leśnego. Praktycznie każdy z dostępnych pokoi oferuje widok na morze.

Problem w tym, że napływ ludności odbywa się jedynie latem, a zimą były nazistowski kurort zamiera. Nie ma też lokali komercyjnych, a infrastruktura jest uboga. Jak pisze NDR, turyści i mieszkańcy muszą więc jechać do Binz, by zrobić większe zakupy czy pójść do lekarza. Wszystko to sprawia, że odrodzenie się turystyki postępuje raczej w umiarkowanym tempie.

Czytaj też:
Wracają opłaty nad Bałtykiem. Nawet 35 złotych od osoby
Czytaj też:
Nie ma zabytków, a turyści i tak ją uwielbiają. Urokliwa wioska nad morzem

Opracowała:
Źródło: whitemad.pl/ndr.de