Pasażerowie z dziećmi, którzy zarezerwowali lot Ryanair, muszą dopłacić za miejsce, jeśli chcą siedzieć obok swoich pociech. Te dość konntrowersyjne praktyki od lat budzą zastrzeżenia pasażerów, którzy zyskali właśnie ważnego sojusznika w walce o swoje prawa. Sprawie przyjrzy się bowiem Brytyjski Urząd ds. Konkurencji i Rynków, odpowiednik polskiego UOKiK-u. Ryanair jest jedyną linią w Wielkiej Brytanii, która nakłada na swoich klientów taką opłatę. Przedstawiciele linii zapewniają, że ich polityka jest zgodna z przepisami.
Ryanair każe rodzicom płacić za miejsce obok dziecka
Rodziny w Ryanairze nie mają takich ulg, jakich oczekują. Dorośli podróżujący z dziećmi od 2 do 11 roku życia są zobligowani do towarzyszenia małoletniemu przez całą podróż (dzieci do dwóch lat są sklasyfikowane jako niemowlęta i podróżują na kolanach opiekuna). Z przypisaniem miejsca obok członka rodziny wiążę się jednak dodatkowa opłata, z której nie można być zwolnionym nawet wtedy, gdy pilnowanie sześciolatka jest po prostu konieczne. „Obowiązkowa opłata za miejsce rodzinne” wynosi średnio ok. 40 złotych za lot w jedną stronę.
To było tylko kwestią czasu, by jakiś urząd zainteresował się praktykami Ryanair. CMA (Brytyjski Urząd ds. Konkurencji i Rynków) poinformowało w czwartek 11 czerwca, że prowadzi dochodzenie w sprawie podejrzenia naruszenia prawa konsumenckiego.
Ryanair się tłumaczy
Tymczasem rzecznik Ryanaira, w odpowiedzi na wiadomość z CNN nazwał działania brytyjskiego urzędu niesprawiedliwym śledztwem. Zdaniem linii bowiem wszystkie zasady są jasne dla pasażerów i zgodne z oboowiązującym w Europie prawem. „Dorośli podróżujący z dziećmi płacą opłatę za jedno zarezerwowane miejsce, ale mogą bezpłatnie wybrać miejsca obok siebie dla maksymalnie czwórki dzieci w ramach tej samej rezerwacji” – tłumaczy Ryanair.
CMA przedstawi swój raport w ciągu sześciu miesięcy.
Czytaj też:
Wizz Air oszukał pasażerów? Tutaj płacili dodatkowo, choć nie powinni Czytaj też:
Wizz Air i Ryanair ostrzegają. Na to trzeba się przygotować w wakacje
