„Miasto duchów” w Binz to były nazistowski kurort na wyspie Rugia, który przez lata popadał w ruinę. Okazuje się jednak, że w ostatnich latach to miejsce przeszło znaczną metamorfozę. Powstały w latach 1936-1939 kompleks ośrodków wypoczynkowych powoli przyciąga inwestorów i turystów, odcinając się od przeszłości. Zanim przyszła wojna, to miejsce miało służyć jako idealne zakwaterowanie dla niemieckich robotników szukających tanich wakacji nad Bałtykiem.
Nazistowski kurort nad Bałtykiem
Prora miała być reprezentacyjną inwestycją III Rzeszy – kompleksem ośmiu budynków ciągnących się na długości około ośmiu kilometrów, zaprojektowanym z myślą o nawet 20 tysiącach niemieckich pracowników. Ośrodek nigdy nie został jednak ukończony ani w pełni wykorzystany zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem. W czasie wojny jeden z budynków służył uchodźcom, a po 1945 roku mieściły się tam koszary. Dopiero po 2011 roku, wraz z otwarciem części kompleksu jako schroniska młodzieżowego, zaczęli pojawiać się pierwsi turyści.
Luksusowe apartamenty są, ale brak infrastruktury
W ostatnich latach Prora stopniowo zyskuje nowy, bardziej nowoczesny i luksusowy charakter. Kolejne budynki przechodzą renowacje, a na rynku pojawiają się pierwsze apartamenty oraz hotele o wyższym standardzie. Inwestorów przyciąga przede wszystkim atrakcyjne położenie tuż przy linii brzegowej oraz otaczający kompleks pas lasu. Niemal wszystkie dostępne lokale oferują widok na morze.
Jednocześnie ten rozwój ma wyraźnie sezonowy charakter. Życie wciąż tętni tu głównie latem, natomiast zimą dawny kurort niemal całkowicie pustoszeje. Brakuje również lokali usługowych i handlowych, a infrastruktura pozostaje ograniczona. Jak zauważa NDR, mieszkańcy i turyści muszą często dojeżdżać do Binz, aby zrobić większe zakupy czy skorzystać z opieki medycznej.
Czytaj też:
Gdzie nad Bałtykiem jest najcieplejsza woda? Oto lista kurortówCzytaj też:
Dawny ośrodek wczasowy w ruinie. Z Warszawy docierało się tam w mgnieniu oka
