Tragiczny wypadek w Tatrach. Zginął wybitny polski wspinacz

Tragiczny wypadek w Tatrach. Zginął wybitny polski wspinacz

Dodano: 
Śmigłowiec TOPR
Śmigłowiec TOPR Źródło:Shutterstock / Dawid K Photography
Smutne wiadomości ze słowackich Tatr. W niedzielę doszło do tragicznego wypadku, w wyniku którego zginął wspinacz i miłośnik taternictwa Jan Świder.

Do tragedii doszło w niedzielę kiedy Jan Świder wraz z towarzyszem znajdowali się w okolicach Wielkiej Kapałkowej Turni. Z relacji słowackich służb wynika, że mężczyzna upadł z wysokości około 150 metrów i poniósł śmierć na miejscu. Po otrzymaniu zgłoszenia na miejsce zadysponowany został śmigłowiec, na pokładzie którego ewakuowano towarzysza wspinacza.

Służby podkreśliły, że akcja odbywała się na wyjątkowo trudnym terenie. Ratownicy zostali opuszczeni na miejsce zdarzenia na linach pokładowych.

Jan Świder był znanym polskim wspinaczem, którego szczyt aktywności przypadł na lata 80. Wspinał się przede wszystkim w Tatrach i Alpach. Do swojej pasji powrócił kilkanaście lat temu. Jego ostatnim osiągnięciem było wytyczenie – wraz z Adamem Śmiałkowskim – nowej drogi na Czarnym Kopiniaku

Szli bez zabezpieczenia

Do upadku Świdra miało dojść po tym jak taternicy weszli na grań i zdecydowali się na rozwiązanie łączącej ich liny. Wówczas z niewiadomych przyczyn 64-letni wspinacz spadł w około 150-metrową przepaść. Wezwanie do wypadku przyjęli ratownicy z Tatrzańskie Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, ale z uwagi na miejsce zdarzenia, przekazali je swoim słowackim kolegom z Horskiej Zachrannej Służby.

Po dotarciu w rejon zdarzenia, słowacki ratownik został opuszczony na linie w miejsce gdzie zlokalizowano poszkodowanego taternika. Niestety, gdy do niego dotarł, okazało się, że mężczyzna w wyniku doznanych w trakcie upadku obrażeń zmarł. Ratownicy przetransportowali jego ciało do domu pogrzebowego w Zdziarze, gdzie zidentyfikowano zmarłego jako Jana Świdra.

Czytaj też:
Pożar widać z Albanii. Płonie kolejna grecka wyspa
Czytaj też:
Popularny szlak w Tatrach znów otwarty. Turyści nie mogli się tego doczekać

Źródło: Gazeta Wyborcza